Adres:

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych
ul. Kopernika 36/40
00-924 Warszawa

« Powrót

Równa płaca za tę samą pracę

Komisja Europejska przygotowała projekt rewizji dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników, wprowadzający istotne zmiany, mające na celu poprawę warunków pracy pracowników delegowanych. Przede wszystkim jednak rewizja ukierunkowana jest na wprowadzenie w życie zasady „równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu". Wpisuje się tym samym w realizację tzw. planu Junckera, przybliżenia Europy zwykłym obywatelom i realizacji polityki praw socjalnych przez wiele lat ignorowanej przez Komisję Europejską.
Niestety, polski parlament z inicjatywy rządu Beaty Szydło, wspólnie z dziesięcioma parlamentami z krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz z Danii, wyraziły swój sprzeciw, rozpoczynając tzw. procedurę żółtej kartki. W jej wyniku Komisja może podjąć decyzję o podtrzymaniu, zmianie lub wycofaniu projektu. Jaka będzie odpowiedź Komisji, nie jest jeszcze wiadomo. Wiadomo jednak, że procedura znacząco spowolni prace nad rewizją dyrektywy.
Decyzja polskiego parlamentu jest rozczarowująca dla polskich pracowników, bo właśnie Polska jest krajem, który wysyła największą liczbę pracowników delegowanych w Europie. W mojej opinii polski rząd w większym stopniu kierował się antyeuropejskim uprzedzeniami niż interesami polskich pracowników i ich rodzin. W tej sprawie premier Szydło kontynuuje neoliberalną i antypracowniczą politykę PO-PSL, popierając interesy pracodawców, a nie swoich wyborców.
W tej kwestii ważne jest też obalanie mitów prezentowanych przez pracodawców, a dotyczących rzekomego negatywnego wpływu rewizji na prowadzenie przez nich transgranicznej działalności gospodarczej.
To prawda, że rewizja dyrektywy zawiera postulaty związkowe, między innymi zrównanie wynagrodzeń pracowników delegowanych z pracownikami lokalnymi, zrywając tym samym z dotychczasową zasadą traktowania tych pierwszych jak Europejczyków drugiej kategorii. W obecnej sytuacji bowiem pracownik delegowany może zarabiać znacząco mniej niż pracownik miejscowy, z jednym zastrzeżeniem – wynagrodzenie pracownika delegowanego nie może być niższe niż standardy minimalne w danym kraju (np. krajowa płaca minimalna). Z taką sytuacją mamy do czynienia bardzo często w przypadku delegowania pracowników budowlanych czy polskich specjalistów IT. Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że projekt zmiany dyrektywy nie w pełni oddaje stanowisko związków zawodowych. Komisja nie wzięła na przykład pod uwagę wniosków dotyczących ograniczenia okresu delegacji maksymalnie do 6 miesięcy. Nasze argumenty były jasne – trudno mówić o delegowaniu, jeśli pracownik pracuje w innym kraju dłużej niż pół roku. Komisja w tej sprawie posłuchała się organizacji pracodawców, wydłużając okres delegacji do 24 miesięcy, lub nawet więcej, jeśli przyczyna delegacji tego wymaga.
Niemniej jednak celem rewizji dyrektywy jest likwidacja dyskryminacji polskich pracowników poprzez zrównanie ich sytuacji z pracownikami miejscowymi, a wprowadzając więcej przejrzystości w delegowaniu, ułatwia de facto polskim małym i średnim przedsiębiorstwom delegowanie pracowników. Jak czytamy w komunikacie Komisji: przeszło 30% średnich i małych przedsiębiorstw biorących udział w konsultacjach, także polskich, narzekało na obciążenia, koszty biurokratyczne i brak przejrzystości w stosowaniu odpowiednich przepisów prawnych, wpływających negatywnie na prowadzenie transgranicznej działalności gospodarczej. W tej sprawie rewizja dyrektywy nie ogranicza więc swobody świadczenia działalności gospodarczej, a wręcz przeciwnie – ma na celu jej ułatwienie. KE uwzględniła zatem głosy wszystkich zainteresowanych stron i w swoich propozycjach przedstawiła, możliwy naszym zdaniem do zaakceptowania, kompromis. Polscy pracodawcy poczuli się jednak zagrożeni propozycją rewizji dyrektywy.
 
Jakie są firmy delegujące z Polski?
W kontrze do propozycji Komisji wielu pracodawców argumentuje, że wdrożenie nowych rozwiązań byłoby końcem delegowania pracowników z Polski i zamiast lepiej chronić pracowników doprowadziłoby do utraty przez nich miejsc pracy Twierdzą, że większość firm rzetelnie i uczciwie deleguje pracowników do państw Unii Europejskiej. Niestety znamy przykłady wysyłania polskich opiekunek do Niemiec czy Szwajcarii na tzw. opiekę na 24 godziny na dobę, często na podstawie samozatrudnienia i płaceniu im nie za faktycznie przepracowany czas pracy, ale za stałą liczbę 40 godzin tygodniowo. Pamiętajmy także, że płaca minimalna w Niemczech została wprowadzona od 1 stycznia 2015 roku i do tego czasu zarobki w tej branży były regulowane dowolnie. Zresztą, jak dowiadujemy się od samych opiekunek, w związku z wprowadzeniem płacy minimalnej, zostało na nich wymuszone podawanie zaniżonych godzin pracy, po to, żeby nie podwyższać im wynagrodzenia. W moim przekonaniu jest to nowoczesna forma niewolnictwa, kiedy kobiety odizolowane od otoczenia muszą spędzać cały dzień ze swoimi pacjentami. Trudno w tej sprawie mówić o delegowaniu, skoro opiekują się jednym pacjentem w sposób stały, do końca jego życia.
Część polskich firm delegujących za granicę zatrudnia pracowników w ramach umów cywilnoprawnych. Trudno w tym momencie zgodzić się, że firmy wysyłające pracowników za granicę na tzw. śmieciówkach mogą być uznane za rzetelne. Tym bardziej, że branże reprezentowane przez te firmy (opieka, budownictwo, usługi metalowe, przemysł) wymagają pracy fizycznej i są narażone na wypadki. Osoba zatrudniona na podstawie umowy cywilnoprawnej jest pozbawiona prawa do zwolnienia chorobowego w przypadku wypadku za granicą i powrotu na rekonwalescencje do Polski.
Wielu pracodawców twierdzi też, że polskie firmy, wysyłając pracowników za granicę, balansują na granicy zysku. W kwestii tych kosztów warto zwrócić uwagę na niektóre zmienne koszty, wymienione przez polskich pracodawców takie jak koszty badań lekarskich w ramach profilaktycznej ochrony zdrowia, koszty ekwiwalentu za odzież roboczą oraz za pranie odzieży roboczej. Ale koszty te ponosić muszą również lokalni pracodawcy i to pewnie w większym stopniu, ponieważ badania lekarskie, jak również odzież robocza za granicą jest znacząco droższa.
 
Myślmy o przyszłości Polski
Polscy pracodawcy są głównie podwykonawcami firm zagranicznych i jako tacy są wybierani na zasadzie dostępności oraz ceny. To stanowi o ich konkurencyjności, bo ramach łańcucha zamówień, właśnie jako podwykonawcy zmuszeni są do akceptowania najniższej ceny. I to właśnie ta kwestia jest o wiele ważniejsza do zrozumienia szczegółów związanych z istotą delegowania pracowników. Od wielu lat mówimy w kontekście Polski o tzw. pułapce średniego rozwoju. Wielu ekspertów, jak chociażby Jerzy Hausner, wskazuje, że Polska nie może już dłużej konkurować w Europie niskimi kosztami pracy. Tego typu model rozwojowy staje się anachroniczny, wpędzający nasz kraj w pułapkę, z której trudno będzie się wydostać. Szansą jest gospodarka innowacyjna, której jednak nie stworzymy, opierając się na niskich kosztach pracy i niskich inwestycjach w kapitał ludzki. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla Polski. Dziwi w tym kontekście niejasna postawa rządu polskiego. Z jednej strony rozpoczyna procedurę żółtej kartki wobec Komisji Europejskiej, a z drugiej ogłasza tzw. plan Morawieckiego. Brak to logiki i długofalowej strategii.
Wróćmy do firm delegujących pracowników. Niektóre z nich często specjalizują się w wysyłaniu pracowników do jednego kraju członkowskiego, jakim są np. Niemcy. Pojawia się pytanie: dlaczego narzekając na koszty delegacji, nie skorzystają z unijnej gwarancji swobody działalności gospodarczej i nie założą firmy czy też agencji pracy tymczasowej w miejscu świadczenia usług? Wtedy pozbyliby się większości stałych kosztów, które ograniczają ich zysk jak m.in. koszty delegacji osób koordynujących, koszty logistyki na miejscu (organizacja kwater, utrzymanie kontaktu z pracownikami, opieka przedstawiciela), koszty poczty międzynarodowej itd. Dlaczego polscy pracodawcy upierają się przy stosowaniu delegowania, skoro narzekają na pozapłacowe koszty delegowania oraz wysokie koszty pracy w Polsce? Najwyraźniej ukrywają fakt, że koszty pracy za granicą wcale nie są niższe niż w Polsce, a raczej znacząco wyższe.
 
Model Szwajcarii argumentem przeciwko pracodawcom
Nie jest prawdą, że wprowadzenie zasady równa płaca za równą płacę w tym samym miejscu ograniczy liczbę delegacji i doprowadzi do utraty miejsc pracy. Często pomijanym przykładem jest Szwajcaria, która pozostając poza UE, na mocy bilateralnych umów, korzysta ze swobodnego przepływu pracowników i usług. W ramach otwarcia swojego rynku pracy Szwajcaria wprowadziła zasadę równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu, co oznacza, że pracownicy spoza kraju są wynagradzani tak jak Szwajcarzy. Ta zasada wcale nie zmniejszyła liczby delegowanych pracowników, a w związku z otwarciem rynku pracy dla polskich pracowników w 2011 roku, obserwuje się wzrost polskich firm delegujących tam pracowników.
 
Polscy pracodawcy delegujący jak handlarze niewolników?
W całej debacie, która niestety ze strony pracodawców pozbawiona jest merytorycznych argumentów, a opiera się na ich emocjonalnych opiniach, że m.in. rewizja dyrektywy ma na celu ich dyskryminację i ograniczenia ich swobody prowadzenia działalności gospodarczej, przychodzi na myśl anegdota z 1807 roku. Wtedy to bowiem Wielka Brytania zabroniła handlu niewolnikami. Oburzeni tym faktem byli nie tylko biali handlarze, ale także liderzy afrykańskich plemion, którzy sprzedawali swoich pobratymców w niewolę, czerpiąc z tego znikome korzyści materialne. Niektórzy liderzy tych plemion wysłali list do króla angielskiego, skarżąc się na dyskryminację i niesprawiedliwe traktowanie, ponieważ oni i ich plemiona korzystali finansowo z handlu niewolnikami. Czy nie jest tak, że polscy pracodawcy delegujący pracowników, wysyłający list do Komisji Europejskiej, narzekając na ich niesprawiedliwe traktowanie i pomijając eksploatację ekonomiczną polskich pracowników, nie zachowują się czasami podobnie? Czy naprawdę zamiast skarżyć się w UE na niesprawiedliwe traktowanie, nie mogą zacząć prowadzić działalności gospodarczej w krajach delegowanych?
Polacy są doświadczeni 12-letnimi wyjazdami za pracą za granicę w ramach wspólnego rynku i są w stanie sami znaleźć sobie pracę, bezpośrednio w lokalnych agencjach pracy tymczasowej. Nie potrzebują żadnego pośrednictwa w znalezieniu pracy, ponieważ uczą się języków i mają dobre kwalifikacje zawodowe. Co więcej musimy pamiętać, że przywożąc więcej pieniędzy z zagranicy, również więcej wydadzą (lub ich rodziny) w kraju i dzięki temu przyczynią się do wzrostu gospodarczego oraz zwiększenia liczby miejsc pracy, a więc także przyniosą korzyści polskim pracodawcom. Dlatego właśnie, zamiast upierać się przy stosowaniu „niesprawiedliwych" regulacji dla pracodawców zawartych w obecnej dyrektywie, należy, także dla dobra naszej gospodarki, zagwarantować Polakom za granicą godziwe i sprawiedliwe wynagrodzenie. I to powinno być celem naszej debaty nad delegowaniem pracowników, a nie to jak zachować niekorzystne dla wszystkich stron status quo. Pamiętajmy też, że polscy posłowie i urzędnicy delegowani do pracy w parlamencie europejskim otrzymują stawki unijne, a nie polskie. Trudno zrozumieć, dlaczego europosłowie mieliby być uprzywilejowani względem wszystkich innych polskich pracowników zatrudnionych za granicą.
 
Jan Guz
Średnia (0 Głosy)
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.