Rośnie napięcie w Polskiej Grupie Górniczej. 42 tysięczna załoga domaga się lepszej płacy. Na 9 września centrale związkowe wezwały zarząd spółki do podjęcia dalszych negocjacji. - Jeśli nie dojdzie do porozumienia będzie spór zbiorowy - jasno komentuje sytuację w największej europejskiej spółce górniczej Sebastian Czogała - wiceprzewodniczący ZZG w Polsce.

PRZYPOMNIJMY, JAKIE SĄ POSTULATY STRONY SPOŁECZNEJ?
1 sierpnia związki zawodowe zagroziły wszczęciem sporu zbiorowego jeśli nie dojdzie do natychmiastowych rozmów w sprawie podwyżek płac. A 2 sierpnia pracownicy protestowali przed siedzibą spółki. Wśród czterech postulatów związkowych znalazł się najważniejszy: natychmiastowe rozpoczęcie negocjacji w temacie podwyżki wynagrodzenia na 2020 rok w wysokości 12%. Oprócz tego: wypłacenia rekompensaty za miesiąc listopad i grudzień pracownikom Polskiej Grupy Górniczej. Zwykle w tych miesiącach fundusz płac jest tak wydrenowany, że miesięczne wynagrodzenia górników są niższe. Jest też mniej dni roboczych. Kolejny trzeci postulat dotyczy włączenia dodatku gwarantowanego wypłacanego na podstawie Porozumienia z dnia 23 kwietnia 2018 r. do podstawy naliczania Barbórki i 14-tej pensji za rok 2019. oraz przedłużenie postanowień Porozumienia z 23 kwietnia 2018 r. na kolejne lata. Porozumienie gwarantuje dopłaty do dniówek w wysokości od 18 do 32 złotych, czyli ok. 450 zł miesięcznie na rękę. Obowiązuje ono tylko do końca roku.

ODPOWIEDŹ:
W odpowiedzi zarząd spółki spotkał się ze stroną społeczną 29 sierpnia. Niestety rozmowy zakończyły się fiaskiem. Spełnienie związkowych postulatów kosztowałoby firmę ok. 530 mln zł, co jest nie do przyjęcia dla zarządu PGG. Stąd związkowcy zwrócili się 30 sierpnia do ministra energii o objęcie nadzorem rozmów płacowych w firmie. - Liczymy na zrozumienie przez Pana Ministra powagi sytuacji, ponieważ atmosfera w Polskiej Grupie Górniczej SA staje się coraz bardziej napięta i może się wymknąć spod kontroli - napisali liderzy central związkowych działających w Polskiej Grupie Górniczej. Zapowiedzieli też, że jeżeli nie otrzymają odpowiedzi ministra w tej sprawie do 4 września w kolejnych rozpoczynają spór zbiorowy. Jednak 3 września minister Krzysztof Tchórzewski odpowiedział, że zwrócił się do zarządu od analizę kosztów związkowych postulatów i wpływ na kondycję ekonomiczną firmy. Nadmienił też, że spółka wydała już 72 miliony złotych na jednorazówki. Jednocześnie w razie potrzeby potwierdził swoją gotowość do rozmów. 5 września pytany o sprawę w kuluarach 29. Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju, potwierdził, że udzielił związkowcom pisemnej odpowiedzi na ich pismo i zamierza spotkać się ze stroną społeczną PGG.

Tego samego dnia związki zawodowe z PGG zażądały spotkania z zarządem PGG i zajęcia przez niego stanowiska w kwestii postulatów. Od niego będzie zależało czy ruszy procedura sporu zbiorowego czy nie. W rozmowach, jak się dowiedział „Górnik”, ma uczestniczyć wiceminister energii Adam Gawęda.

INWESTYCJE WAŻNIEJSZE OD PRACOWNIKÓW?
Tymczasem podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju prezes PGG Tomasz Rogala podał, że 600 mln zł może kosztować spełnienie postulatów płacowych związkowców z Polskiej Grupy Górniczej. Dodał, że dla firmy górniczej ważniejsze są inwestycje warte rocznie około 3 mld zł. Jak mówił, pieniądze są inwestowane zarówno w nowe maszyny i urządzenia, jak i udostępnianie nowych pokładów węgla."Pokazaliśmy stronie społecznej, że wydatki na maszyny i urządzenia przyniosły ogromny spadek współczynnika awaryjności, czyli przestojów związanych z jakością sprzętu. Następuje całkowite odmłodzenie parku maszynowego - to tempo trzeba zachować" - powiedział Rogala, wskazując, iż równie istotne są tzw. inwestycje główne, czyli roboty udostępniające nowe złoża, zbrojenie szybów, poprawa podziemnej wentylacji itp.

- Rozumiemy, że inwestycje są ważne, ale bez pracowników godnie wynagradzanych za swoją pracę nie zostaną wykonane. Stąd apel do zarządu, by uświadomił sobie, że pracownik za przysłowiową miskę ryżu nie będzie pracował w kopalni. Pójdzie do innych branż, co zresztą już się dzieje w mniejszej skali. Trzeba więc tak zorganizować pracę, by nie okazało się wkrótce, że nie będzie komu pracować w kopalniach - tłumaczy nam sytuację wiceprzewodniczący Czogała.

Pracownicy czekają na efekt rozmów zarządu ze stroną społeczną. Jeśli nie dojdzie do przełomu w negocjacjach, może się okazać, że podejmą ostrzejsze formy protestu o czym już informują na różnych forach internetowych. Mamy nadzieję, że oddalanie w czasie przez menedżerów i polityków rozwiązania sytuacji w Polskiej Grupie Górniczej - to nie gra wyborcza ukierunkowana tylko na wynik. Górnictwo to ważna branża w polskiej gospodarce. Nie warto posługiwać się nią politycznie.

Jarosław Bolek

Dwutygodnik "Górnik"