Janek, odszedłeś... 


Odszedłeś nagle, bez naszej zgody, bez pożegnania. A przecież miałeś tak wielkie plany, chciałeś dokończyć kwestię podwyżki płac dla budżetówki, myślałeś o zorganizowaniu jesienią ogólnozwiązkowego protestu, marzyłeś, by warunki pracy, w tym płaca minimalna u nas były podobne do tych w innych państwach UE – by ludziom żyło się lepiej. Zresztą na ludzką biedę zawsze byłeś czuły. Zaznałeś jej już jako dziecko, jako że urodziłeś się w rolniczej rodzinie we wsi Białobrzegi koło Kocka (w 1956 r.). Od początku los Cię nie oszczędzał. Gdy miałeś zaledwie 6 lat, zmarli Twoi rodzice, wówczas Ty z bratem trafiliście do domu dziecka, a siostra do babci. Jednak nie załamałeś się, byłeś dzielny, skończyłeś szkołę średnią, działałeś w OHP, w 1977 r. wstąpiłeś do PZPR. A że I sekretarzem KW PZPR w Białej Podlaskiej był wówczas Józef Oleksy, więc byłeś jego prawą ręką. Gdy w 1984 r. powstało OPZZ, zapisałeś się do związku przy PSS Społem w Białej Podlaskiej, prowadziłeś sklepik „Społem” na dworcu PKP i szybko awansowałeś na przewodniczącego Rady Wojewódzkiej OPZZ (Biała Podlaska była siedzibą Województwa). I właśnie w tym sklepiku pod nazwą „Związkowiec”, przy podlaskim bigosie, przeprowadziłam z Tobą pierwszy wywiad dla związkowej gazety. Nieskromnie myślę, że był on dla Ciebie przepustką do pięcia się w górę. Wiedziałeś też, że aby być kimś, musisz ukończyć studia. I to zrobiłeś. Ukończyłeś politologię na Akademii Nauk Społecznych, może nie renomowaną, ale w twojej sytuacji jedynie możliwą.

Potem poszło dość szybko. W 1997 r. zostałeś wiceprzewodniczącym OPZZ, w kwietniu 2004 r- przewodniczącym OPZZ. Ile żeśmy razem najeździli się na związkowe zebrania , do zakładów pracy, ilu ludzi uratowaliśmy przed zwolnieniem – Ty jako szef OPZZ, ja jako dziennikarka „Związkowca”. Ludzie Cię bardzo cenili i lubili, bo nie wywyższałeś się, umiałeś rozmawiać z prezesem firmy i ze zwykłym robotnikiem, kazałeś sobie mówić po imieniu, zawsze potrafiłeś rozładować atmosferę swoim uśmiechem i typową dla Ciebie odzywką: szukałeś Guza, to go masz. Umiałeś też przemawiać na wiecach, manifestacjach, ile ich było, dziś nie potrafię zliczyć, ostatnia 20. tysięczną w 2018 r., no i w tym roku przy proteście nauczycieli. Bywałeś nie tylko „na ulicy”, ale i w ważnych gabinetach, zarówno jako członek Narodowej Rady Rozwoju , członek Rady Dialogu Społecznego, czy jako reprezentant OPZZ. Za Twojego szefowania OPZZ-em zacieśniła się też współpraca ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy RP, m.in.w ramach unijnego projektu szkoleniowego w zakresie stanowienia prawa. Zresztą Twoja empatia do dziennikarzy jest ogólnie znana. Miałeś też wielu przyjaciół wśród pracodawców, polityków i zawsze potrafiłeś się z nimi dogadać, znaleźć sensowne rozwiązanie problemu. Również aktywnie udzielałeś na forum międzynarodowych organizacji i stowarzyszeń związkowych. Twoją ideą fix była Europa socjalna. Nie chcę Ci „kadzić”, ale Twój udział w budowaniu wizerunku OPZZ jest ogromny.

Janek, Przyjacielu, tak wiele jeszcze jest do zrobienia. a TY… odszedłeś…

Śpij spokojnie…



Irena Hamerska

dziennikarka  w  „Związkowcu”,  a potem w „Nowym Tygodniku Popularnym”