30 lat temu, 6 lutego 1989 r. w Pałacu Namiestnikowskim rozpoczął się wielki historyczny spektakl. Przy zbudowanym na tą okazję okrągłym stole zasiedli przedstawiciele władz, oficjalnych związków zawodowych i opozycji. Cały świat mógł zobaczyć, jak siedzą obok siebie gen. Czesław Kiszczak minister spraw wewnętrznych, Alfred Miodowicz –szef Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i Lech Wałęsa przywódca opozycji. W ten sposób zaczęła się nowa historia współczesnej Polski, która doprowadziła do transformacji politycznej i gospodarczej. Udała się rzecz bez precedensu w naszej historii. Zamiast na barykadach, główni adwersarze spotkali się przy stole, starając się poprze dialog i kompromis osiągnąć wspólny cel.

Poniżej przypominamy inauguracyjne wystąpienie Alfreda Miodowicza, jednego
z architektów porozumień Okrągłego Stołu.

„Szanowni Państwo!

Szliśmy do tego stołu długo. Toczył się spór o „Solidarność”. A czy tak naprawdę nie wyrażały się tym obawy rządzących przed wspólnych frontem ludzi pracy?

Oto jesteśmy wreszcie przy tym stole. Ustawiono go w rządowym pałacu. Rozmawiamy
w miejscu, gdzie tyle razy w naszym imieniu podejmowano w przeszłości decyzje. Ponieważ czyniono to tak, jak czyniono, musieliśmy to potem naprawiać w zakładach i niestety, także na ulicy. I to tyle razy! To smutne i gorzkie.

Dziś tyle nadziei skupia się pry tym stole. Oznacza to, że istniejące instytucje sprawowania władzy w naszym kraju okazały się nieskuteczne, niewystarczające dla załatwienia najważniejszych spraw zwyczajnych ludzi uczciwej pracy. Okazało się, że rządzić bez nich naprawdę nie można,
a rządzenie przeciw nim oznacza katastrofę.

Wśród zasiadających przy tym stole jest nas – ze stoczni, fabryk, kopalń, hut, szpitali, szkół
i roli – mniejszość. Cieszymy się, że razem z nami są ludzie twórczej myśli gotowi nam służyć, bo takie jest wielkie posłannictwo intelektualistów.

O co właściwie przy tym stole chodzi? Czy nie o licytację słów, o ambicje, prestiż, nowe posady, urzędy?

To o Polskę właśnie chodzi, żeby nasz kraj był normalny. To znaczy taki, żeby porządni ludzie mogli żyć godziwie z pensji, rent i emerytur. Godziwie – to znaczy bez strachu o następny dzień, miesiąc. Żeby mieli nadzieję, mogli uwierzyć, nabrać pewności, że Polska nie jest macochą wypędzającą swoje dzieci na obczyznę. Nie za chlebem, ale za lepszą perspektywą – europejskim standardem życia. Przecież to musi być możliwe tu, nas Wisłą i Odrą. I to jest możliwe.

Naprawdę – przy tym stole nie można się skupiać na najbliższych wyborach do Sejmu, na podziale mandatów i na nowych proporcjach sił politycznych. To ważne, ale nie tylko po to tu przyszliśmy! Ciąży na nas wielka odpowiedzialność za to, czy i jak nasi następcy będą wolni
i suwerenni tu, w tym miejscu Europy. Nie wolno ani na chwilę zapominać, że brak przed dwoma wiekami takiego odpowiedzialnego myślenia i skutecznego działania doprowadził do rozbioru.
W przyszłości nie będzie nam jednak grozić problem granic, ale będzie sprawa naszej niezawisłości gospodarczej, a przez to politycznej i narodowej.

O tym właśnie trzeba myśleć. Tego myślenia nie możemy oddać w ajencję uprzywilejowanym. Po siedmiu latach okazało się bowiem, że jesteśmy wprawdzie inni i chyba mądrzejsi, ale stoimy jakby w miejscu. Oznacza to, że bez liczenia się z potrzebami ludzi pracy najemnej rządzić w naszym kraju nie można, choćby się tego bardzo chciało – bez względu na to, kto
i co deklaruje z różnych stron.

Deklaracjami jesteśmy zmęczeni. Już po raz trzeci słyszymy, że jeszcze tylko trzy lata,
a będzie lepiej. Tymczasem jest nam ciężko. Tak dalej być nie może. Nie ma i nie będzie na to naszego przyzwolenia. Ani kredyty, ani zaciskanie pasa nie zastąpi systemowych zmian Społecznych, ekonomicznych i politycznych. Muszą być one gwarancją społecznej kontroli władzy, a także tego, że ludzka praca i poświęcenie nie pójdą na marne. Tę lekcje bowiem już wielokrotnie przerabialiśmy.

Dla ruchu związkowego od 13 grudnia 1981 roku bardziej znamienna jest data: październik 1982 roku, kiedy rozwiązane zostały wszystkie związki zawodowe. Nastał wtedy czas dramatycznych wyborów. Jedni zeszli do podziemia, inni, nie chcąc oddawać pola biurokracji, podjęli w niezwykle trudnych warunkach trud odrodzenia związków i bronienia wspólnych interesów dwunastu milionów ludzi pracy. Stoczyliśmy wiele bojów wygranych i przegranych. W tym działaniu uformował się nasz program: godziwa zapłata, solidne ceny, zapewnienie rent i emerytur i zdobyczy socjalnych, poszanowanie godności pracy, mieszkanie dla każdej polskiej rodziny, opieka zdrowotna, oświata, wypoczynek, uczestnictwo w kulturze, a przede wszystkim dostępność towarów.

Czy dlatego, że działaliśmy samotnie, nazywano nas monopolistami? Przecież to był pomysł władzy, która nam potem na dodatek zarzuciła postawę roszczeniową, i to wtedy, kiedy broniliśmy ludzi przed koncepcjami rządu, które dziś wszyscy uznają za błędne.

Dzisiaj w Polsce wielka rzesza ludzi pracy z trudem wiąże koniec z końcem. I dlatego nadal twierdzę, że w zakładach pracy stanowić powinniśmy jedność, także przy pluralizmie i organizacyjnej różnorodności – bo doskonale wszyscy wiemy, jak łatwo manipulować podzielonymi załogami.

W imię jedności poważnie traktujemy gdańskie oświadczenia; także w gdyńskich i łódzkich dokumentach grup robotniczych „Solidarności” zawarto wiele słuchanych robotniczych postulatów. Mnie osobiście, jako członka partii, boli pojawiający się w tych dokumentach antykomunizm. Rozumiem to jednak jako wynik niedostatku socjalizmu, jego braku, mimo pięknych słów – a nie jego nadmiaru.

Dlatego w imię wspólnego interesu ludzi pracy proponuje kolejny raz: spotykajmy się, rozmawiajmy, spierajmy, stwórzmy tu i teraz zalążek związkowej rady porozumienia ludzi pracy. Niech to otwarte forum stanie się stroną do zawarcia nowej umowy społecznej z rządem. Oto nasza propozycja i alternatywa. Proszę pozwolić, że powtórzę to, co powiedziałem na X Plenum KC PZPR: „Demokracja nam, ludziom pracy, najbardziej jest potrzebna, ponieważ byliśmy jej do tej pory najbardziej pozbawieni”. Dlatego jesteśmy za tym, aby zbliżające się wybory do Sejmu odbyły się demokratycznie. Nie mamy powodu grać znaczonymi kartami. Jesteśmy za jawną, otwartą rywalizacją. Opowiadamy się za uczciwą walką o mandaty między przedstawicielami różnych interesów i racji. I aby zapewnić swobodę wyrażania poglądów opowiadamy się za zniesieniem cenzury. A więc za swobodą słowa i jawności.

Chyba wszyscy musimy się zgodzić, że brakuje wśród nas przedstawicieli samorządnych robotniczych, spółdzielczych. Nie chcemy w nich widzieć instrumentu pomocniczego dla administratorów i zarządców. Samorządy są wyrazem usposobienia gospodarki i składnikiem społeczeństwa obywatelskiego. Samorządy pracownicze i spółdzielcze powinny wysuwać kandydatów do Sejmu i utworzyć jego drugą izbę. Polsce potrzebna jest izba wytwórców jako fundament Rzeczypospolitej samorządnej.

Przy „okrągłym stole” powinniśmy kierować się racją stanu Polski. Tą racją jest dla mnie dobro ludzi z fabryk i roli, ze szkół i szpitali, słowem – dobro ludzi pracy. I to musi być najpierwsza zasada naszej polskiej Konstytucji – fundament pokoju wewnętrznego i rozwoju naszej ojczyzny.

Korzystając z okazji zgłaszam uwagę proceduralną. Mamy tu okazję omówić najważniejsze problemy ludzi pracy. Tu też będziemy dyskutować nad kwestią nowej umowy społecznej. Nie można tego zrobić bez odwoływania się do umów jastrzębskich, w których kompleksowo podjęto kwestię górniczego trudu. Problemy zaś budownictwa i usunięcie głodu mieszkaniowego zawarto
w porozumieniach sierpniowych podpisanych na Wybrzeżu. Jak zrozumiałem, z wystąpienia towarzysza generała Kiszczaka wynika, iż będą trzy podstawowe stoły.

Wnioskuję o powołanie dodatkowych grup problemowych, które przy osobnych, może mniejszych, ale równie ważnych stołach, rozpatrzyłyby problematykę:

  • budownictwa mieszkaniowego – jego ilości, jakości i kosztów,
  • górnictwa, w tym jego perspektyw, systemów organizacyjnych i płacowych oraz czasu pracy,
  • ochrony zdrowia i środowiska,
  • młodego pokolenia.

Trzeba raz jeszcze przypomnieć, że umowy sierpniowe z roku 1980 były podpisywane przez ludzi młodych, przedstawicieli strajkujących załóg pracowniczych. Niewiele tych problemów zostało dziś rozwiązane i z tej perspektywy trzeba podjąć raz jeszcze tak doniosłe sprawy młodego pokolenia.