BP: Rząd zaprezentował niedawno projekt budżetu państwa na kolejny rok. Premier chwali się rozwiązaniami socjalnymi i szczodrością państwa wobec obywateli. Jak jest naprawdę? Czy nowy budżet będzie korzystny dla pracujących?

Pamiętajmy, że jesteśmy w środku kampanii wyborczej i trwa wyścig na obietnice. Każda partia składa wiele propozycji socjalnych, ale nie sztuką jest coś zapowiedzieć, sztuką jest to zrealizować. A z tym bywa różnie. Dyskusje wywołują przede wszystkim zapowiedzi prezesa Prawa i Sprawiedliwości dotyczące podniesienia płacy minimalnej. Oczywiście, chcielibyśmy, aby wreszcie w centrum uwagi politycznych decydentów znalazła się praca i pracownik. Życzylibyśmy sobie, aby plan finansowy państwa był prospołeczny. Prawda jednak leży zwykle pośrodku, dlatego na budżet trzeba spojrzeć krytycznym okiem, przede wszystkim przez pryzmat jego dochodów i wydatków.

BP: Trudno się chyba martwić, skoro rosną dochody budżetu, które pokryją wszystkie wydatki. To będzie pierwszy od czasu transformacji budżet bez deficytu. To chyba dobrze?

OPZZ dostrzega to i docenia, ale mamy podstawy przypuszczać, że zbilansowanie budżetu będzie niezwykle trudne. Przewiduje się, że w bieżącym roku dochody państwa będą o około 16 miliardów złotych wyższe niż jeszcze w 2018 roku zapisano w budżecie na rok 2019. Stanie się tak, ponieważ rok temu rząd bardzo ostrożnie oszacował wpływy. Myślenie o projekcie budżetu na 2020 rok zmieniło się jednak radyklanie z uwagi na wybory. Planowanie dochodów nie jest już ostrożne. Obecnie wydają się być one przeszacowane. Dochody rosną, co prawda, ale ich dynamika nominalna i realna spada. Mało się o tym mówi, ale obniża się także relacja wydatków do PKB o 0,5 pkt. proc. To właśnie w ten sposób rząd chce zbilansować budżet na 2020 rok. A jeśli nie uda się mu pozyskać większych dochodów z podatków, może w ogóle do tego nie dojść. Prawdopodobnie, już po wyborach, nowy rząd zacznie poszukiwać oszczędności tam, gdzie się tylko da. Nie dotknie to oczywiście nośnych społecznie programów socjalnych (np. 500+), ale zapewne innych wydatków np. na usługi publiczne. Nie wygląda to optymistycznie dla pracowników.

BP: Nie chce pan chyba przez to powiedzieć, że obniżenie podatków, które zapisano w projekcie budżetu jest złym rozwiązaniem dla pracujących.

Niższe podatki są z pewnością dobre dla pracowników, szczególnie najmniej zarabiających. Ważne jest jednak, aby w dochodach podatkowych panowała pewna równowaga, to znaczy, aby w większym stopniu ciężar fiskalny spoczywał na osobach o najwyższych dochodach. Projekt budżetu nie daje takiej gwarancji. Głównym źródłem wzrostu gospodarczego ma pozostać popyt krajowy. Oznacza to, że wzrost gospodarczy będziemy zawdzięczali gospodarstwom domowym i ich konsumpcji. Nadal koszty funkcjonowania państwa będą opierać się głównie na dochodach pracujących i podatku VAT. Przypomnę, że rząd nie planuje w nadchodzącym roku obniżyć stawek tego podatku. Obniżenie z kolei stawki podatku PIT z 18% na 17% - bez wprowadzenia wyższej stawki dla osób lepiej zarabiających oraz pozostawieniu 19% podatku liniowego PIT dla przedsiębiorców - ma charakter wyłącznie symboliczny. W konsekwencji to nisko i średnio zarabiający pracownicy wciąż będą ponosić główny ciężar utrzymania państwa. Nie zmieni tego - równie symboliczne - podwyższenie pracowniczych kosztów uzyskania przychodów. W praktyce oznacza to, że proponowane rozwiązania oddalają nas od urzeczywistnienia modelu społecznej gospodarki rynkowej. Utrzymany zostanie niesprawiedliwy społecznie system obciążeń podatkowych utrwalający rozwarstwienie dochodowe.

BP: Co zatem trzeba zrobić. Czy OPZZ ma jakiś pomysł?

Uważamy, że cele, które chce zrealizować rząd można osiągnąć w mniej kosztowny i bardziej sprawiedliwy społecznie sposób. OPZZ od dawna proponuje wprowadzenie silniejszej progresji podatkowej poprzez ustanowienie większej liczby stawek i progów podatkowych. To sprawdzone i skuteczne rozwiązanie, które z powodzeniem stosuje wiele bogatych krajów na świecie. Warto także zmienić zasady ustalania kwoty wolnej od podatku oraz znacząco podwyższyć pracownicze koszty uzyskania przychodu. Jesteśmy także za likwidacją 19 proc. podatku liniowego dla prowadzących działalność gospodarczą. W ten sposób moglibyśmy zlikwidować nierównowagę pomiędzy kapitałem i pracą. Nie można także zapominać o podatku dochodowym od osób prawnych, którego stawka systematycznie spada. Dziś mali przedsiębiorcy płacą 9 proc. podatek CIT. Dalsze obniżenie podatku CIT nie przynosi oczekiwanych efektów. Na próżno jednak szukać w projekcie budżetu jakichkolwiek propozycji w tym zakresie.

BP: Może dlatego, że firmy potrzebują dzisiaj inwestycji a podnoszenie podatków tylko to utrudni. Bez inwestycji nie ma miejsc pracy.

Jesteśmy za wspieraniem inwestycji, bo one kreują miejsca pracy wysokiej jakości a tym samym wyższe płace, ale statystyki pokazują, że obniżanie podatków firmom w Polsce nie przekłada się na wzrost inwestycji. Opinie ankietowanych przez Narodowy Bank Polski w lipcu br. przedsiębiorstw sugerują, że ich aktywność inwestycyjna nie tylko nie będzie przyspieszać, ale może nawet stopniowo słabnąć, zwłaszcza w przypadku przedsiębiorstw prywatnych. Martwi przede wszystkim to, że tempo wzrostu inwestycji w naszym kraju jest niskie na tle tempa notowanego przez pozostałe państwa członkowskie Unii Europejskiej. W Polsce inwestycje stanowią średnio tylko 19 proc. PKB, podczas gdy w takich krajach jak: Czechy, Słowacja i Węgry, a zatem o podobnej kondycji gospodarczej, udział inwestycji w PKB jest znacznie wyższy. Abyśmy jako kraj mogli skutecznie konkurować z tymi państwami, tempo wzrostu inwestycji powinno być co najmniej dwukrotnie większe.

BP: Dlaczego w takim razie firmy nie są zainteresowane inwestycjami?

Bo nie muszą. Dziś z powodzeniem konkurują niskimi wynagrodzeniami i wysoką jakością produktów i usług, które dostarczają wysoko wykwalifikowani pracownicy. Spójrzmy na dane Eurostat. Średnie godzinowe koszty pracy w Unii Europejskiej w 2018 roku wyniosły 27,4 euro. W Polsce było to 10,1 euro. Poza tym Polki i Polacy są, według statystyk OECD, w gronie najdłużej pracujących narodów świata. Pracują aż 1792 godzin rocznie. A przeciętne płace wciąż są niskie. Jesteśmy w ogonie płacowych rankingów. Tylko wzrost płac może pobudzić inwestycje, i to te na których powinno nam najbardziej zależeć – w przedsięwzięcia najbardziej innowacyjne.

BP: OPZZ powinno być zadowolone. Płaca minimalna w przyszłym roku wzrośnie do 2600 zł, zgodnie z postulatem OPZZ. Wzrosną także płace w budżetówce.

Minimalne wynagrodzenie rzeczywiście rośnie. To bardzo dobra wiadomość dla wszystkich pracujących. Coraz szybciej zbliżamy się do realizacji postulatu OPZZ, aby płaca minimalna wynosiła 50% płacy przeciętnej. Nasze naciski na rząd przynoszą efekty. Gorzej wygląda sprawa płac w sferze budżetowej. OPZZ negatywnie ocenia propozycję strony rządowej, aby średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2020 roku wyniósł 106,0 proc. i proponuje ustanowienie wskaźnika na poziomie 115,0 proc. W trakcie prac w Radzie Dialogu Społecznego wielokrotnie podkreślaliśmy, że płace wielu pracowników sektora finansów publicznych, m.in. zatrudnionych w usługach publicznych czy pracowników służby cywilnej nie zapewniają godziwego życia. Dlatego ich wynagrodzenia powinny wzrosnąć. Warto podkreślić, że obecny poziom płac zmniejsza zainteresowanie pracą w sferze budżetowej, co hamuje rozwój państwa. Problemem jest także duża fluktuacja zatrudnienia. Bez wyższych płac obywatele, w tym przedsiębiorcy, nie zyskają wysokiej jakości usług publicznych. Uważamy, że skoro pracujący ponoszą zasadnicze koszty utrzymania państwa, to usługi publiczne powinny być wysokiej jakości i bardziej dostępne. Wiąże się to z koniecznością wzrostu nakładów na usługi publiczne, inaczej to gospodarstwa domowe będą nadal finansować z prywatnych środków zadania, które powinno płacić państwo.

BP: Czy jest szansa na wprowadzenie zmian w projekcie budżetu?

Zgodnie z zapowiedziami projekt budżetu ma zostać uchwalony przez nowy Sejm. Mamy nadzieję, że nowy układ sił w parlamencie, w którym znajdzie się lewica wprowadzi do niego prospołeczne zmiany, które poprawią sytuację pracujących. Trzymamy rękę na pulsie. Mamy dobre argumenty i jesteśmy przygotowani do merytorycznej debaty z nowym rządem.