O tym, że jest bezcenne i najważniejsze mówią wszyscy. O tym, że w sytuacji zagrażającej zdrowiu lub życiu wydamy ostatnią złotówkę z kieszeni nie trzeba nikomu udowadniać. Dlaczego więc od lat nie znajduje właściwego miejsca, zainteresowania i finansowania wśród decydentów? 

Ochrona zdrowia jest „sztandarowym” tematem w okresie różnego rodzaju kampanii wyborczych, gorzej jest już z realizacją szumnych haseł, które często wywracają obecnie funkcjonujące zasady do góry nogami. Nie mogę się doczekać długofalowej polityki zdrowotnej kontynuowanej i realizowanej przez kolejne rządy bez względu na ich barwy polityczne…

System ochrony zdrowia obejmuje przecież wszystkie dziedziny, wszystkich obywateli, potencjalnych pacjentów i pracowników, ale wielokrotnie odnoszę wrażenie, że coraz częściej stawiani jesteśmy po dwóch różnych stronach. To, że nakłady na ochronę zdrowia stawiają nas daleko od krajów tzw. starej Unii – to już nie dziwi, choć jesteśmy jej członkami już 15 lat, ale to, że wyprzedzają nas, i to znacznie Czechy, Słowacja czy Węgry – nie świadczy raczej o tym, że ZDROWIE JEST PRIORYTETEM…

Przyjęta w lipcu ubiegłego roku nowelizacja ustawy zakładająca powiązanie wielkości nakładów przeznaczanych na ochronę zdrowia od produktu krajowego brutto miała poprawić nastroje i pacjentów, i pracowników, prognozując osiągnięcie 6% PKB Już w 2024r.! Pięknie, zdawać by się mogło, ale jak przeanalizujemy troszkę dokładniej, to ten entuzjazm słabnie. Obserwując coroczne wpływy obowiązkowej składki na ubezpieczenie zdrowotne do Narodowego Funduszu Zdrowia potwierdza się, że są one coraz wyższe – wynika to ze wzrostu wynagrodzeń, większej ilości pracujących czy także z objęcia obowiązkowym ubezpieczeniem umów cywilnoprawnych. I cieszy, że coraz więcej środków jest w systemie. Martwi natomiast i niepokoi fakt, że im więcej pieniędzy wpłynie z naszych składek tym mniejszy może być udział budżetu państwa w celu osiągnięcia ustawowych wskaźników, nie mówiąc już o kwestii liczenia wskaźnika od PKB z tego czy innego roku. Taką możliwość potwierdził odpowiedzią na moje pytanie minister zdrowia kilka miesięcy temu. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że – według oficjalnych informacji rządu – finanse państwa mają się świetnie! Dlaczego więc domagając się wzrostu wynagrodzeń dla pracowników placówek ochrony zdrowia słyszymy głośniej lub ciszej, z różnych stron, że ograniczamy tym samym dostęp pacjentów do świadczeń zdrowotnych i pogarszamy kondycję finansową szpitali czy przychodni. Dlaczego nie jesteśmy traktowani jako zespół ludzi różnych zawodów, specjalności wykonujących kompleksowo zadania z zakresu ochrony zdrowia i proporcjonalnie, ale godnie za to wynagradzani, ale dzieleni na białych, czarnych, szarych, liczniejszych, głośniejszych… Czy tak ma wyglądać dalej chaos w polskiej ochronie zdrowia?

Jest 2019 rok – rok wyborczy. Ostatnio dochodzą do nas informacje z centrali NFZ o przekazywaniu dodatkowych środków na niektóre rodzaje świadczeń, uwalnianie limitów, czy wreszcie planowana od lipca bieżącego roku zmiana wyceny wszystkich procedur związana ze wzrostem wynagrodzeń… Powiało lekkim optymizmem, ale to wszystko środki z naszych składek, a chcielibyśmy być także jako pracownicy i pacjenci beneficjentami sukcesów ekonomicznych naszego państwa!

Potwierdzeniem małej skuteczności dotychczasowych działań w zakresie ochrony zdrowia jest trwający od dwóch lat proces skracania średniego życia Polek I Polaków.

Urszula Michalska