Nauczyciele zrzeszeni w ZNP mają dość i wychodzą na ulicę. 21 kwietnia o godzinie 12.00 przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej w Warszawie odbędzie się ogólnopolska manifestacja pracowników oświaty pod hasłem „Mamy dość!”. 

Nauczyciele krytykują politykę płacową minister Anny Zalewskiej. Ich zdaniem tegoroczne podwyżki od 93 zł do 168 zł brutto nie poprawią istotnie sytuacji finansowej nauczycieli. Dzisiaj pensja zasadnicza nauczycieli waha się od 2,4 do 3,3 tys. zł brutto. To nie są godne pensje i nauczyciele domagają się znacznie wyższych podwyżek. ZNP postuluje też dymisję minister edukacji za wdrożenie nieprzygotowanej reformy, zniszczenie 18-letniego dorobku gimnazjów, spowodowanie chaosu organizacyjnego i kadrowego w szkołach, pozorowanie dialogu, składanie deklaracji bez pokrycia, przyzwolenie na pracę nauczycieli w formie wolontariatu, likwidację niektórych dodatków i uprawnień socjalnych, wprowadzenie podziałów w radach pedagogicznych przez ustanowienie dodatku za wyróżniającą pracę tylko dla nauczycieli dyplomowanych, dalszą pauperyzację środowiska pracowników oświaty. ZNP podkreśla, że reforma edukacji odbyła się bez akceptacji środowiska oświatowego. Minister edukacji likwiduje też uprawnienia nauczycieli, wydłużyła awans zawodowy, wprowadziła permanentną ocenę pracy oraz obowiązek tworzenia w każdej szkole regulaminów wskaźników oceny pracy, ograniczyła dostęp do urlopów dla poratowania zdrowia. Nauczyciele mają coraz więcej obowiązków, a coraz mniej praw. Nie zgadzają się na niekorzystne zmiany w awansie zawodowym oraz wprowadzanie zasad oceniania, które uniemożliwiają osiąganie wyższych zarobków.

Z raportu przygotowanego w ramach projektu „Razem dla Zdrowia”, w którym uczestniczy Fundacja My Pacjenci oraz samorząd lekarski, pielęgniarski i aptekarski, wynika, że aż 93% pacjentów jest niezadowolonych z tego, jak obecnie funkcjonuje opieka zdrowotna. 

Tylko 6% jest przeciwnego zdania. Z badania wynika też, że większość Polaków korzysta nie tylko z usług publicznych, ale też prywatnych. Ankietowani zadeklarowali, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy ich prywatne wydatki zdrowotne kształtowały się na poziomie ok. 1,5 tys. zł. Jednocześnie dość powszechne jest oczekiwanie poprawy funkcjonowania obecnego systemu bez podnoszenia obowiązkowej składki na zdrowie. Ankietowani wskazywali, że wydatki publiczne należałoby zmniejszyć w obszarze dotowania górnictwa (73 proc.), administracji lokalnej (59 proc.) i wojska (40 proc.), a zaoszczędzone pieniądze przekazać na system opieki medycznej. Niestety rząd nie podejmuje całościowych działań na rzecz poprawy funkcjonowania służby zdrowia.

Miała być rewolucja w prawie pracy, a wszystko wskazuje na to, że nowy projekt Kodeksu pracy nigdy nie ujrzy światła dziennego. 

Po 18 miesiącach prac Komisji Kodyfikacyjnej, na którą wydano ponad 1 mln zł, projekt trafił na biurko minister Elżbiety Rafalskiej. Rafalska nie zabrała jeszcze głosu w sprawie, wydaje się jednak, że losy projektu są przesądzone. Kilka dni temu rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości, Beata Mazurek krótkim wpisem na twitterze poinformowała, że projekt został odrzucony przez partię rządzącą. Tymczasem rząd przez kilka dni milczał, jak gdyby resort pracy nie miał własnego zdania na ten temat. Milczenie przerwał wiceminister Stanisław Szwed, który potwierdził, że ministerstwo nie planuje pochylać się nad projektem, bo nie ma na to… wystarczająco dużo czasu. Do projektu nowego Kodeksu Pracy OPZZ miał wiele zastrzeżeń, ale podejście do niego budzi oburzenie. Jeżeli władza nie ma czasu zajmować się nowym Kodeksem Pracy, to po co rząd wydał pieniądze na Komisję Kodyfikacyjną, czemu niepokoił związkowców i w jakim celu ogłaszał, że wprowadzi nowe prawo pracy?

Z najnowszego raportu Europejskiego Instytutu Związkowego ETUI wynika, że liczba pracowników objętych układami zbiorowymi należy w Polsce do najniższych w Unii Europejskiej, a w większości państw UE spada zasięg rokowań zbiorowych.

W 2016 r. najwięcej pracowników było objętych układami zbiorowymi we Francji – aż 99%, w Austrii – 98%, w Belgii – 96% i w Szwecji – 90%. Najgorzej wygląda sytuacja na Litwie – zaledwie 7%, na Łotwie – 14%, w Polsce – 15% i w Estonii – 19%. W latach 2000-2016 odsetek pracowników objętych układami zbiorowymi zmniejszył się w Polsce z 25% do 15%. Niestety w naszym kraju pracownicy prowadzą negocjacje głównie na poziomie zakładu pracy, gdzie pracodawcy zawsze są stroną silniejszą. OPZZ od wielu lat postuluje, aby właśnie układy zbiorowe stanowiły podstawę prawa pracy.

Pielęgniarki coraz częściej padają ofiarami mobbingu. Niestety rzadko chcą o tym opowiadać. Sytuacja jest alarmująca.

Niektóre z kobiet dręczonych w pracy mówią nawet o zjawisku fali. Z badania, jakie w swoim środowisku przeprowadziło Stowarzyszenie Pielęgniarki Cyfrowe, wynika, że 56% pracownic spotyka się w miejscu pracy z tym zjawiskiem. W wielu przypadkach pielęgniarki źle traktują również siebie nawzajem. Stowarzyszenie zdiagnozowało 12 problemów. Najczęstszym jest plotkowanie. Dalej: niedopuszczanie do wypowiedzi lub przerywanie, upokarzające gesty, spojrzenia, aluzje, wykorzystywanie do wykonywania zadań poniżej kompetencji, ciągłe krytykowanie, obrażanie, grożenie, np. utratą pracy czy przeniesieniem na inny oddział, krzyki, poniżanie, zachowania dążące do odizolowania od zespołu, ingerowanie w życie osobiste i wreszcie molestowanie seksualne. Niestety sprawy o mobbing wciąż są w Polsce rzadkością, a Kodeks Pracy daje pracownikom niewielkie możliwości działania. Pracownik zazwyczaj obawia się stanąć oko w oko z mobberem. Na dodatek odszkodowania, jakie można wywalczyć, są niskie. Jeśli pracownik ma otrzymać 5-7 tys. zł, przechodząc przez całe postępowanie dowodowe w sądzie, to często rezygnuje z wniesienia pozwu.

Kryminalni wkroczyli na teren jednego z gospodarstw we wsi Dolna Grupa (woj. kujawsko-pomorskie), gdzie od roku więziony był i wykorzystywany 55-letni mężczyzna. 

Zatrzymani mieli zmuszać go biciem do pracy ponad siły, bez wynagrodzenia. Zatrzymano dwóch podejrzanych, ale to dopiero początek sprawy. Pracujący w gospodarstwie 55-latek nie mógł swobodnie się poruszać. Zamykano go w kontenerze, a bywało także, że i w części ładunkowej stojącego tam pojazdu.  Zatrzymani mężczyźni wielokrotnie udaremniali oddalenie się pokrzywdzonego z miejsca przymusowej pracy. Mężczyzna był w bardzo złym stanie zdrowia. Obu zatrzymanym prokurator przedstawił zarzuty. Poza brutalnym wyzyskiem wytwarzali on nielegalnie krajankę tytoniową. W trakcie działań w gospodarstwie policjanci zabezpieczyli także ponad 240 kg nielegalnego tytoniu, działając na szkodę Skarbu Państwa. Niestety takie przypadki wciąż zdarzają się w kraju należącym do Unii Europejskim.

Europejski Urząd Statystyczny przedstawił raport na temat kosztów pracy w Unii Europejskiej. 

Wynika z niego, że w 2017 r. godzinne koszty pracy w firmach zatrudniających co najmniej 10 pracowników w UE wynosiły średnio 26,8 euro i były wyższe o 0,6 euro niż w 2016 roku i o 4,9 euro niż w 2008 roku. Najwyższe koszty pracy w zeszłym roku były w Danii – 42,5 euro za godzinę pracy, w Belgii – 39,6 i w Luksemburgu – 37,6. Najniższe koszty pracy były w Bułgarii – 4,9 euro, w Rumunii – 6,3 na Litwie – 8,0, na Łotwie – 8,1, na Węgrzech – 9,1 oraz w Polsce – 9,4. Między 2016 i 2017 r. w całej UE nastąpił wzrost kosztów pracy (liczonych w euro) o 1,6%. Największy wzrost kosztów pracy nastąpił w Rumunii – o 15,0% i w Bułgarii – o 12,0%. Koszty pracy spadły w Wielkiej Brytanii – o 4,5% i w Finlandii – o 1,5%. Eurostat wskazał też średnie pozapłacowe koszty pracy jako procent całości wynagrodzenia. W 2017 r. średnio wynosiły one 24,0% całego wynagrodzenia. Największe były we Francji – 32,8% i w Szwecji – 31,1, a najniższe na Malcie – 6,7% i w Luksemburgu – 11,9%. Znacznie niższe od średniej unijnej były one też w Polsce, gdzie wynosiły 18,4%. Dane Eurostatu pokazują, jak bardzo nieprawdziwe są mity części liberalnych ekspertów o Polsce jako kraju z wysokimi kosztami pracy i dużymi obciążeniami dla przedsiębiorców.

Piotr Szumlewicz