Z dnia na dzień powiększa się liczba strajkujących taksówkarzy. W pierwszej fazie protesty występowały w Madrycie i Barcelonie. W Barcelonie strajk rozpoczął po werdykcie Sądu Najwyższego Katalonii, który zawiesił obowiązywanie przepisów ograniczających działalność w regionie tanich platform taksówkarskich. Następnie przyłączyli się taksówkarze z Madrytu. Obecnie strajki trwają w kilkudziesięciu hiszpańskich miastach. Taksówki nie jeżdżą również w Walencji, Alicante, Maladze, Sewilli, Saragossie, Bilbao, Vigo, San Sebastian i Balearach.  Głównym postulatem taksówkarzy jest wprowadzenie przez rząd systemowych rozwiązań, ograniczających działalność tanich platform przewozowych takich jak Uber.

Nie ma dokładnych informacji jak długo potrwają protesty oraz jaką formę przybiorą. Obecnie taksówkarze przestali przyjmować zlecenia. Pracują jedynie w nadzwyczajnych sytuacjach, bezpłatnie dowożąc osoby niepełnosprawne, kobiety ciężarne, rodziny z niemowlętami oraz osoby pilnie potrzebujące pomocy.

Wiadomo natomiast, że dalsze rozszerzanie się protestu uzależnione jest od spotkania organizatorów protestu z kierownictwem hiszpańskiego ministerstwa ds. rozwoju. Według taksówkarzy państwo ma obowiązek ograniczenia działalności platform przewozowych, ponieważ ich pracownicy nie posiadają odpowiednich certyfikatów przez to stają się tanią, nieuczciwą konkurencję. Taksówkarze żądają, aby Rada Ministrów wydała dekret ograniczający ich funkcjonowanie w całej Hiszpanii. Jak podkreślają strajkujący, działania rządu są konieczne. Pracując legalnie taksówkarze nie są w stanie wytrzymać konkurencji z dużo tańszymi platformami, ponieważ muszą uzyskiwać wiele pozwoleń i certyfikatów, co podnosi cenę ich usług.

Hiszpański rząd będzie musiał niezwłocznie podjąć decyzję. Przedłużający się strajk może przyczynić się do znacznego spadku liczby turystów w Hiszpanii, a w konsekwencji, mniejszych wpływów dla krajowej gospodarki.

AS