Specyficzny model wychowania i podejścia do pracy w Japonii stał się jednymi z przyczyn postępującego wśród pracowników pracoholizmu. Już prawie 50 lat temu w japońskim słowniku na stałe zagościło słowo „karoshi”, określające zjawisko śmierci z przepracowania. Od wielu lat Japonia prowadzi statystyki dotyczące tego typu zgonów. Wyróżniono dwa rodzaje śmierci z przepracowania: samoczynną, w skutek np. wylewu czy zawału oraz samobójczą – wynikającą ze skrajnego przemęczenia i długotrwałego stresu.

Niestety mimo diagnozy tego zjawiska i próby wprowadzenia przez rząd zmian na rynku pracy, lojalność wobec firmy i praca bez wytchnienia jest na stałe wpisana w mentalność Japończyków. Może to być jednym z powodów, co raz powszechniejszego występowania przepracowania a w konsekwencji „karoshi”.

Rząd Japonii nie daje jednak za wygraną. Zaapelował do pracodawców, by dali pracownikom wolne poranki w poniedziałek. Cała idea polega na tym, że pracownik będzie mógł, bez żadnych negatywnych konsekwencji, przyjść do pracy w poniedziałek, nie rano, ale w porze lunchu. Jak tłumaczą władze japońskiego Ministerstwa Gospodarki, Handlu i Przemysłu ma to zapobiec nie tylko przepracowaniu rodaków, ale również pobudzić gospodarkę. Przemęczeni Japończycy, z powodu ciągłego przebywania w pracy, fizycznie nie mają kiedy wydawać zarobionych pieniędzy. Co bezpośrednio przekłada się na stan gospodarki narodowej.

Już kilka lat temu Japonia wprowadziła program „Piątek Premium”, który daje pracownikom możliwość skrócenia czasu swojej pracy w ostatni piątek miesiąca. Nowy pomysł, związany z pracą w poniedziałki jest jego rozszerzeniem. Drugim już bonusem związanym ze skracaniem czasu pracy. Rząd chce pomóc Japończykom w stworzeniu i utrzymaniu równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. Jak pokazują analizy ze skróconego czasu pracy w ostatni piątek miesiąca korzysta jedynie kilka do kilkunastu procent wszystkich pracujących. Na rezultaty nowego pomysłu musimy poczekać.

AS