Hiszpanki uczczą Międzynarodowy Dzień Kobiet dwudziestoczterogodzinnym strajkiem. Wezwała do niego organizacja 8M Commission.

Protest ma przede wszystkim zwrócić uwagę na fakt, że kobiety otrzymują znacznie niższe wynagrodzenie niż mężczyźni. Zarabiają nawet do 14 procent mniej i stanowią tylko 34,5 proc. wśród osób najlepiej zarabiających. Mimo, że to właśnie kobiety są lepiej wykształcone, to w hiszpańskich firmach większość kierowniczych stanowisk piastują panowie. Panie natomiast często pracują na umowach na czas określony oraz w niepełnym wymiarze czasu pracy. Jednocześnie mają też największy udział w pracach bezpłatnych.

Zaplanowany strajk ma się jednak nie ograniczać tylko do miejsc pracy, ale dotyczyć także życia prywatnego. Hiszpanki poświęcają dwa razy więcej czasu na prace domowe, a kultura „macho”, w której wzrastają mężczyźni, sprawia, że kobiet nie traktuje się po partnersku. Protestujące żądają m.in. twardej reakcji władz na przemoc domową. Według danych, w zeszłym roku aż 99 kobiet zostało zamordowanych przez swoich partnerów.

Planowany protest w walce o równość płci i wyrównywania warunków życia poparły nie tylko organizacje feministyczne, ale także burmistrzynie Madrytu i Barcelony - Manuela Carmena i Ada Colau. Nawet arcybiskup Madrytu, kardynał Carlos Osoro udzielił moralnego poparcia uczestniczkom manifestacji.

W strajku udział wezmą także dwa główne związki zawodowe w kraju: Komisje Robotnicze (CC.OO.) i Powszechny Związek Robotników (UGT). Oba namawiają pracowników, by tego dnia na dwie godziny oderwali się od pracy i wzięli udział w protestach pod sztandarem wyrównania płac kobiet i mężczyzn.

Dodatkowo w wielu miastach odbędą się wieczorne marsze. W Madrycie uliczny protest rozpocznie się o 19.00 przy dworcu kolejowym Atocha, zakończy na Plaza de Espana.

AS