Trwają prace nad nowym Kodeksem Pracy. Zmiany mają być istotne zarówno dla firm, jak i dla pracowników. Mijają kolejne tygodnie prac Komisji Kodyfikacyjnej, a wciąż płyną z niej sprzeczne doniesienia. OPZZ stara się, aby nowy Kodeks Pracy przyczynił się do radykalnego ograniczenia umów cywilno-prawnych i dowartościowania umów etatowych na czas nieokreślony. Postulujemy też w pracach Komisji, aby wydłużyć urlop wypoczynkowy do 32 dni. Sprzeciwiamy się wszelkim rozwiązaniom, które mogłyby przyczynić się do dalszego uelastycznienia rynku pracy. Niestety nie jest jasne, w którym kierunku pójdą prace Komisji, ponieważ różni jej członkowie przedstawiają przeciwstawne rekomendacje.

Dla pracowników i związków zawodowych niezwykle istotne są regulacje dotyczące czasu pracy. Polacy należą do najbardziej zapracowanych społeczeństw w Unii Europejskiej i potrzebne są rozwiązania, które zmierzałyby do skrócenia wymiaru godzin pracy. OPZZ od wielu miesięcy postuluje wydłużenie urlopu wypoczynkowego do 32 dni. Tymczasem kilka miesięcy temu przewodzący komisji minister Rafał Zieleniecki ogłosił, że rząd chce, aby wymiar urlopu zależał od ustaleń między pracodawcami i pracownikami. Zgodnie z tą propozycją urlop mógłby zostać skrócony do dolnego limitu, 20 dni albo wydłużony, np. do 30 dni. W praktyce przeforsowanie pomysłu Zielenieckiego oznaczałoby zwiększenie elastyczności czasu pracy i uzależnienie długości urlopu od woli pracodawcy. W ostatnich tygodniach otrzymujemy sygnały, że Komisja skłania się ku zrównaniu urlopu wypoczynkowego na poziomie 26 dni niezależnie od stażu pracy, co byłoby znacznie lepszym rozwiązaniem. Wciąż jednak temat jest otwarty.

W debacie publicznej pojawił się też inny pomysł ministra Zielenieckiego, aby w czasie urlopu pracownik nie mógł pracować dla innej firmy lub na podstawie innej umowy. Propozycja na pierwszy rzut oka wydaje się sensowna, w praktyce jednak może budzić wątpliwości, gdyż są profesje, w których zobligowanie pracownika do odpoczynku jest potrzebne. W zawodach takich jak lekarz, maszynista czy pilot ograniczenie czasu pracy jest ważne nie tylko ze względu na bezpieczeństwo pracownika, ale też odbiorcy usług. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby Państwowa Inspekcja Pracy karała dziennikarza, który dorabia podczas urlopu pracą na innej umowie, albo wykładowcę akademickiego, który w czasie urlopu pisze książkę.

Nieco lepszym pomysłem ministerstwa wydaje się wprowadzenie rozwiązania, zgodnie z którym byłaby ograniczona możliwość przenoszenia urlopów na kolejne lata. Rząd chciałby w ten sposób utrudnić tworzenie tzw. kominów urlopowych i ukrócić przesuwanie przysługujących dni wolnych nawet o dwa lata. Mogłoby się jednak okazać, że pracodawca przesuwałby przyznanie urlopu do końca danego roku i dopiero wtedy zmuszałby pracownika do wykorzystania dni wolnych. W tym kontekście wydaje się, że istotniejsze jest wprowadzenie rozwiązań, które dawałyby pracownikom większe możliwości decydowania o terminie swojego urlopu.

Kluczowe i szczególnie groźne w pracach Komisji wydają się jednak pomysły nowych rodzajów umów, które miałyby sytuować się pomiędzy etatami i umowami zlecenie. Polski rynek pracy jest już teraz bardzo elastyczny i rozpowszechniania nowych form niestandardowego zatrudnienia najprawdopodobniej miałoby negatywne skutki dla pracowników. Już dzisiaj pracodawcy mają mnóstwo możliwości zatrudniania pracowników w ramach umów zleceń czy samozatrudnienia, a wielu z nich łamie przepisy – zgodnie z danymi Państwowej Inspekcji Pracy około 25% umów zleceń powinno być etatami.

Niektórzy członkowie Komisji Kodyfikacyjnej mówią o tym, że warto stworzyć nowe rodzaje umów, aby ograniczyć skalę nadużywanych umów zleceń. Niestety można się obawiać, że po zmianach przepisów nawet jak zmniejszy się liczba umów cywilno-prawnych, to wraz z nimi spadnie odsetek umów na etat. Chodzi o nowe propozycje umów, które miałyby zastąpić umowy zlecenia. Przykładem nich miałaby być tzw. umowa zero godzin. W jej ramach pracownik miałby opłacane składki, ale musiałby przez 16 godzin w tygodniu świadczyć pracę wyłącznie w tych godzinach, które elastycznie wskazywałby pracodawca. W praktyce pracownik musiałby być w pełni dyspozycyjny dla pracodawcy.

Inny pomysł to rozwiązania wzorowane na ustawodawstwie włoskim, zgodnie z którym pracownik stopniowo nabiera pewnych uprawnień wraz ze stażem pracy – może to dotyczyć np. okresu wypowiedzenia czy podwyżek. Tymczasem pracownicy wchodzący na rynek pracy już teraz są źle traktowani na polskim rynku pracy. Wprowadzenie takich rozwiązań sankcjonowałoby dyskryminację nowozatrudnianych pracowników. Ponadto włoskie rozwiązania się nie sprawdziły. Pogorszyły sytuację wielu pracowników, doprowadzając do większej liczby konfliktów na rynku pracy.

Umowa na czas nieokreślony to bardzo dobry wynalazek prawa pracy. Nie jest tak, że rozwój technologiczny wymusza większą elastyczność. Najbardziej rozwinięte państwa europejskie opierają się na branżowych układach zbiorowych, etatach, stabilnym zatrudnieniu. Bezrobocie w tych krajach jest niskie, a płace wysokie. Polska powinna iść tą drogą zamiast pod hasłem uelastycznienia rynku pracy pogarszać sytuację pracowników.

Piotr Szumlewicz