Z wstępnych szacunków na podstawie prognoz makroekonomicznych służących do opracowania projektu przyszłorocznego budżetu wynika, że zgodnie z ustawą przyszłoroczna minimalna miesięczna pensja wyniesie co najmniej 2217 zł dla pracowników etatowych oraz 14,50 zł za godzinę dla zleceniobiorców i samozatrudnionych. 

Pracodawcy zapowiadają, że będą postulować wzrost najniższej pensji jedynie o ustawowe minimum, czyli 117 zł, a najchętniej podnieśliby minimalne stawki o jeszcze niższą kwotę.  OPZZ zdecydowanie domaga się szybszej dynamiki wzrostu minimalnego wynagrodzenia. W bieżącym roku, pomimo dobrej koniunktury, minimalna płaca miesięczna wzrosła o zaledwie 100 zł, a godzinowa o 70 gr, co w praktyce oznacza, że stosunek minimalnej płacy do średniej w tym roku zmniejszy się. Tymczasem OPZZ uważa, że minimalne wynagrodzenie powinno stanowić co najmniej 50% średniej płacy. Obecnie minimalna pensja wynosi 2100 zł brutto, czyli 1535 zł netto i nie pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb pracownikom. W konsekwencji wciąż setki tysięcy pracowników jest zagrożonych ubóstwem.

Prezydent podpisał ustawę dotyczącą pomocy przy zbiorach, która wprowadza nowy rodzaj umowy cywilnoprawnej dla pracowników sezonowych. 

Deklarowanym celem nowej umowy jest ograniczenie zatrudniania na czarno pomocników rolników oraz umów o dzieło, które nie oddają charakteru pomocy przy zbiorach i nie dają pracownikom ubezpieczenia zdrowotnego. Umowa z pomocnikiem rolnika będzie zawierana na maksimum 120 dni i zawiera ona ubezpieczenie zdrowotne i wypadkowe. Niestety nowych form zatrudnienia nie będą dotyczyły przepisy dotyczące minimalnej płacy miesięcznej czy godzinowej. W praktyce oznacza to przyzwolenie na głodowe stawki i zaniżanie standardów płacowych w całej gospodarce. OPZZ zdecydowania domaga się, aby minimalne wynagrodzenie dotyczyło wszystkich rodzajów umów.

Trwa napięta sytuacja w Polskich Liniach Lotniczych LOT. 

Na 1 maja był szykowany strajk pracowników pokładowych LOT-u, jednak sąd pospiesznie i bez wysłuchania strony związkowej zakazał podjęcia działań strajkowych. Decyzja sądu jest sprzeczna z Konstytucją RP, jak też z prawem międzynarodowym. Sytuacja pracowników PLL LOT jest coraz gorsza. Kilka lat temu w firmie wypowiedziano regulamin wynagrodzeń, obniżono pensje, a dużą część pracowników przeniesiono na samozatrudnienie. Pomimo dobrych wyników finansowych spółki, regulamin wynagrodzeń nie został przywrócony, a pracownicy mają znacznie niższe płace niż kilka lat temu. Zarazem zarząd niechętnie podchodzi do doświadczonej kadry, a nowozatrudnionym oferuje nieetatowe kontrakty. Wszystkie te działania są tłumaczone potrzebą oszczędności, a w tym samym czasie członkowie zarządu firmy otrzymują kilkusettysięczne nagrody. To patologiczna sytuacja, która nie tylko fatalnie wpływa na sytuację pracowników, ale może negatywnie odbić się na bezpieczeństwie pasażerów. Wysokość wynagrodzeń pracowników jest uzależniona od ich liczby lotów, co oznacza, że zachęca się chorych pracowników do podejmowania pracy. Rozwiązania przyjęte przez zarząd spółki są też sprzeczne z Kodeksem Pracy, gdyż praca kadry pokładowej jest prowadzona pod bezpośrednim nadzorem zarządu, w określonym czasie i miejscu. Nie ma żadnego powodu, aby część pracowników LOT była zmuszona do niestandardowych form zatrudnienia. W związku z powyższym przewodniczący Rady OPZZ województwa mazowieckiego zwrócił się z apelem o pilną interwencję w sprawie do premiera, prezydenta i wszystkich posłów. To skandal, aby pracownicy transportu lotniczego byli zatrudniani śmieciowo, a związki zawodowe działające u narodowego przewoźnika były zastraszane. Prezes PLL LOT, Rafał Milczarski powinien być natychmiast zdymisjonowany, a regulamin wynagrodzeń powinien zostać przywrócony.

Ministerstwo Finansów już za 2-3 tygodnie przedstawi zmiany w ustawie o Pracowniczych Planach Kapitałowych. 

Minister Teresa Czerwińska nie wykluczyła, że firmy ubezpieczeniowe będą mogły zarządzać PPK.  Już wiadomo, ze instytucjami obsługującymi PPK będą towarzystwa funduszy inwestycyjnych, jest też wstępna zgoda, by zarządzały nimi powszechne towarzystwa emerytalne. Z początkiem 2019 roku do PPK mają przystąpić najwięksi pracodawcy, zatrudniający więcej niż 250 pracowników. W połowie 2020 roku programem mają być objęte także małe firmy oraz te z sektora finansów publicznych. Pomysły ministerstwa to kolejny krok ku komercjalizacji systemu emerytalnego i uzależnianie wysokości emerytur od kaprysów giełdy. Warto pamiętać, że już teraz istnieje trzeci filar systemu emerytalnego, ale jest on bardzo niestabilny i zależny od wahnięć rynku. W samym 2008 roku osoby, mające środki w trzecim filarze systemu emerytalnego, straciły około 40% środków. To pokazuje, jak bardzo ryzykowne jest opieranie świadczeń emerytalnych na sektorze komercyjnym.

OPZZ negatywnie oceniło rządowy projekt zakładający niższe składki emerytalno-rentowe przez 36 miesięcy dla osób prowadzących działalność gospodarczą.

 Wydaje się, że dotychczasowy preferencyjny okres opłacania składek, czyli przez pierwsze 24 miesiące działalności gospodarczej, jest wystarczającą pomocą państwa dla osób zakładających firmy. Takie rozwiązanie to kolejna dziura w systemie emerytalnym obok nieoskładkowanej działalności nierejestrowanej dla osób, których miesięczne przychody nie przekraczają 50% minimalnego wynagrodzenia. Jego wprowadzenie przyczyniłoby się do dalszego pogorszenia kondycji Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Ponadto tego typu rozwiązanie będzie zachętą do wypychania pracowników na samozatrudnienie. Warto też pamiętać, że opłacając najniższe możliwe składki ZUS, w przyszłości otrzymywane świadczenia z tego tytułu będą należeć do najniższych. Znacznie lepszym kierunkiem zmian byłoby oskładkowanie wszystkich rodzajów pracy.

Z nowych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że po kilkumiesięcznej przerwie znowu zaczęła przyspieszać inflacja. 

W kwietniu bieżącego roku ceny były o 1,6% wyższe niż rok wcześniej i o 0,5% wyższe niż miesiąc wcześniej. W marcu roczna inflacja wynosiła 1,3%. Jednocześnie GUS poinformował, że ceny żywności w ciągu ostatniego roku wzrosły aż o 4,0%. W tym samym czasie pensje w wielu zakładach pracy, w tym w sferze budżetowej, wciąż stoją w miejscu, co przy uwzględnieniu wzrostu inflacji oznacza ich realny spadek.

Europejski Urząd Statystyczny przedstawił raport na temat bezrobocia w różnych regionach Unii Europejskiej. 

Wynika z nich, że w porównaniu z 2017 r. ponad 80% regionów odnotowało spadek bezrobocia, a około 60% o przynajmniej 0,5 pkt proc. Mimo poprawy sytuacji w większości regionów Unii Europejskiej, wciąż istnieją gigantyczne różnice w poziomie stopy bezrobocia między poszczególnymi krajami i regionami. Z 275 wyróżnionych regionów UE najniższe bezrobocie jest czeskiej Pradze – 1,9%, niemieckim Trier – 2,0%, Najwyższy poziom bezrobocia odnotowano w greckim Dytiki Makedonia – 29,2% i hiszpańskim Ciudad Autónoma de Melilla – 27,6%. Średnie bezrobocie w UE w zeszłym roku wynosiło 7,6% Tymczasem w 56 regionach  bezrobocie wynosiło połowę (3,8%) lub mniej, a 31 regionów w zeszłym roku miało bezrobocie wynoszące co najmniej dwukrotność (15,2%) średniej unijnej. Eurostat przedstawił też dane dotyczące bezrobocia wśród osób młodych (15-24 lata). Średnia unijna wyniosła w zeszłym roku 16,8%. Tutaj najlepiej wypadła czeska Praga i niemiecki  Oberbayern – po 3,8%, a najwyższy poziom bezrobocia u młodych był w hiszpańskim regionie Ciudad Autónoma de Melilla – 62,7%. Wreszcie Eurostat przedstawił dane dotyczące odsetka osób długotrwale bezrobotnych wśród osób nie posiadających pracy. Średnia dla całej Unii Europejskiej w ubiegłym roku wynosiła 45,0%. Tutaj najlepiej wypadł szwedzki region Övre Norrland – 12,8%, a najgorzej francuski Mayotte – 83,8%.

Piotr Szumlewicz