W PZL Świdnik trwa spór zbiorowy, w którym biorą udział dwie organizacje zrzeszone w OPZZ, tj. Związek Zawodowy Inżynierów i Techników (ZZIT) i Wiązek Zawodowy ‘Metalowcy’ WSK 'PZL-Świdnik SA. Od 23 grudnia 2021 r. związkowcy nie mogą porozumieć się z Zarządem spółki w sprawie oczekiwań płacowych. Związkowcy domagają się podwyżek dla całej załogi powyżej poziomu inflacji, która wynosi obecnie 8,6 proc.

Biuro Prasowe OPZZ


Związkowcy przeprowadzili 19 rund rozmów z pracodawcą. Podczas ostatniego spotkania pracodawca oświadczył, że przedstawiona propozycja jest ostateczna i związkowcy albo ją przyjmą, albo spiszą protokół rozbieżności i zaangażują mediatora. Dlatego 17 stycznia br. ma dojść do nieformalnego referendum, w którym załoga wypowie się czy akceptuje warunki finansowe zaproponowane przez Zarząd spółki. Jeżeli pracownicy nie przyjmą tej oferty, do dalszych rozmowy będą się odbywały z udziałem mediatora. Jeśli mimo jego pomocy nie dojdzie do porozumienia, związkowcy zapowiadają strajk.

- Zarząd zabronił nam mówienia o tym, jakie warunki nam proponuje i udzielania wywiadów - informuje Piotr Sadowski, Przewodniczący Zarządu Krajowego Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w PZL-Świdnik. - Poprosiłem, żeby przedstawiono nam podstawę prawną takiego zakazu - dodaje.

Załoga PZL-Świdnik ostatni raz miała podwyżki w wysokości 170 zł brutto w 2021 roku. Jak mówią pracownicy, to bardzo mało, chociażby ze względu na rosnącą inflację. Oczekują również wypłaty wyrównania od stycznia. Uważają, że nie są to wygórowane oczekiwania. Z ostatniego sprawozdania finansowego firmy wynika, że roczne koszty zarządu i rady nadzorczej wzrosły o 68 proc.

- Z raportu finansowego za 2021 r., który ma być wkrótce opublikowany, wynika, że firma ma bardzo dobre wyniki. Zrealizowaliśmy cele prawie w 100 proc. dzięki zaangażowaniu załogi i to mimo pandemii i obostrzeń, a pracodawca nie chce podzielić się z nami wypracowanymi zyskami - mówi Piotr Sawicki.