Po prawie 50 latach działalności drukarnia działająca przy Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii ma zostać zamknięta. Decyzja została już ogłoszona w Dzienniku Urzędowym Ministerstwa. – Ludzie się bronią – mówi Czesława Sońta, przewodnicząca Związku Zawodowego Poligrafów zrzeszonego w OPZZ.

Chodzi o Zakład Wydawniczo-Poligraficzny (ZWP) przy ul. Usypiskowej 2. W przyszłym roku drukarnia obchodziłaby pięćdziesięciolecie. Pracują tam 23 osoby, w tym wielu pracowników z kilkudziesięcioletnim stażem. Zakład drukował przede wszystkim materiały informacyjno-promocyjne dla w sztandarowych projektów Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej: ulotki i publikacje dotyczące programów Rodzina 500+, Dobry start, Maluch +, Senior+ oraz Karta Dużej Rodziny.

W październiku ubiegłego roku Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej straciło z nazwy człon „Praca”, który to przeszedł do nowopowstałego Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. Szefem tego „superresortu” został dotychczasowy minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

- I pierwszym zarządzeniem, jakie wydał, było to o likwidacji drukarni – relacjonuje Czesława Sońta, przewodnicząca Związku Zawodowego Poligrafów zrzeszonego w OPZZ. Zarządzenie zostało wydane na początku lutego, a 1 czerwca zostało opublikowane w Dzienniku Urzędowym MRPiT. Organizacja związkowa nie została o niczym poinformowana.

„Serce się kraje, jak się na to patrzy”

Dziś zakład stoi, pracownicy codziennie przychodzą do pracy, ale nie zleca im się żadnych zadań.

Związkowcy nie wiedzą, z czego wynika decyzja Gowina – ani on, ani żaden z przedstawicieli władzy nie chce z nimi rozmawiać. Jeszcze w ubiegłym roku drukarnia zakupiła nowy program, a w przeszłości nieliczna załoga wielokrotnie realizowała wysokonakładowe zlecenia „na wczoraj”, także w dni wolne od pracy i święta. Wielu podejrzewa, że przyczyny zamknięcia ich zakładu są nie merytoryczne, a ideologiczne.

- Wiadomo, że Gowin jest rynkowy i próbuje wszystko outsorsingować. Zarzucano nam, że nie przynosimy przychodów. Niby jak budżetowy zakład realizujący zlecenia publiczne ma przynosić dochód? Wartością dodaną było to, że minister czy wszystkie departamenty zawsze miały wszystkie prace drukowane na wczoraj, na już – mówi jedna z wieloletnich pracownic. - Serce się kraje, jak się na to patrzy. To ładny zakład, ludzie są gotowi do pracy, a wszystko stoi.

Jak podkreślają pracownicy, na zamknięcie drukarni skarżą się też inni pracownicy poprzedniego resortu. „Niemal każdego dnia prowadzimy rozmowy telefoniczne z pracownikami ministerstwa, którzy borykają się z problemami w zakresie bieżącej obsługi wydawniczo-poligraficznej i wyrażają ubolewanie, że zakład nie świadczy dla nich tych usług” – napisali w liście, zaadresowanym do Marzenny Kołodziejak z biura Dyrektora Generalnego Ministerstwa Rodziny.

Kaczyński nie pomógł

Nie dostali żadnej odpowiedzi, ani on pani dyrektor, ani od samego Gowina.

- Były próby, spotkania się, był list otwarty do premiera, który został odesłany z powrotem do Gowina. Pisaliśmy wszędzie: do Kaczyńskiego, do minister rodziny Marleny Maląg, do wiceminister pracy Iwony Michałek. Nikt nie chciał nam pomóc. Jesteśmy całkowicie ignorowani – relacjonuje Czesława Sońta.

Pracownicy nie widzą, jaka czeka ich przyszłość. – Niektórzy z nich pracują tu po 30 lat. Gdzie taki człowiek znajdzie pracę? Kierownictwo obiecywało, że zatrudnią ich w ministerstwie, ale wszyscy wiemy, że to bajki.

Związkowców najbardziej boli to, że Ministerstwo Pracy, które z założenia powinno troszczyć o pracowników, wyrzuca ludzi na bruk. - A tu ludzie chcą pracować, bardzo ciężko pracować, i nie mogą – ubolewa przewodnicząca Związku Zawodowego Poligrafów, zrzeszonego w OPZZ.