Pracownicy firmy Paroc Polska w Trzemesznie mają dość bezowocnych negocjacji z zarządem i zapowiadają strajk ostrzegawczy. W środę na dwie godziny, od 5 do 7, zakład stanie. „Decyzja była poprzedzona wieloma miesiącami rozmów, które okazały się wielką ściemą” – załoga nie kryje rozgoryczenia.

Biuro Prasowe OPZZ

Grupa Paroc to międzynarodowy producent izolacji z kamiennej wełny mineralnej, a polski oddział spółki jest liderem w swojej branży. Zakład w Trzemesznie to jeden z największych pracodawców w regionie, zatrudnia łącznie 780 osób. Sama spółka odnosi sukcesy i przez pandemię przeszła suchą stopą: chwali się rekordowymi zyskami i ciągłym zwiększaniem zatrudnienia. Każdego dnia z siedziby firmy wyjeżdża 200 tirów z produktami.

Mimo to pracownicy skarżą się, że wypracowywany przez nich zysk nie jest ich udziałem. Pensje stoją w miejscu, a wielu pracowników przetrzymywanych jest na umowach czasowych, bez gwarancji stałego zatrudnienia.

Na początku czerwca związkowcy zrzeszeni w należącej do OPZZ Konfederacji Pracy zdecydowali o strajku ostrzegawczym. W środę 23 czerwca na dwie godziny, od godz. 5 do 7 rano, zakład stanie. Za strajkiem opowiedziała się zdecydowana większość załogi: spośród 460 głosujących „za” głosowało aż 452 osób.

„Decyzja o organizacji referendum strajkowego była poprzedzona wieloma miesiącami rozmów, które w naszej ocenie okazały się wielką ściemą”

– napisała komisja zakładowa po ogłoszeniu strajku. „Dyrektor Andrzej Malicki zaczął brać w nich udział na poważnie dopiero wtedy, gdy zagroziliśmy ich zakończeniem. Przeciąganie, ogólniki i niedotrzymywanie zobowiązań to nasze doświadczenia z pracodawcą od września 2020 roku. W tym czasie zaufanie do kadry HR-owej firmy całkowicie się rozpłynęło”.

Trzy postulaty strajkujących z Paroc Polska

Jak tłumaczy Piotr Burczyński z komisji zakładowej Konfederacji Pracy, pracownicy domagają się od Paroc Polska spełnienia trzech postulatów. - Po pierwsze podwyższenia dodatku stażowego. W tej chwili pracownicy, którzy mają 15-letni staż, dostają 70 zł dodatku, czyli tyle co nic. My chcemy, żeby dodatek w wysokości 5 proc. średniej zakładowej wypłacano już po pięciu latach - mówi Burczyński.

Po drugie, pracownicy chcą gwarancji umów o pracę na czas nieokreślony dla każdego pracownika już po sześciu miesiącach zatrudnienia. Dziś ok. jedna trzecia załogi pracuje na umowach na czas określony. To zwykle młodzi pracownicy, którzy wykonują najprostsze czynności: pracownicy odbioru albo operatorzy maszyn. Związkowcy twierdzą, że firma sztucznie przeciąga ich na umowach na czas określony.

- Zgodnie z kodeksem pracy trzecia umowa zawarta z pracodawcą musi być na czas nieokreślony - mówi przewodniczący komisji zakładowej. - Tymczasem po wygaśnięciu drugiej firma często nie podpisuje kolejnej, tłumacząc, że nie potrzebuje już pracownika. Na jego miejsce zatrudnia kogoś nowego. Ludzie żyją więc w niepewności i nie wiedzą, ile tak naprawdę będą pracować.

Ostatni postulat to waloryzacja płac. Obecnie w regulaminie pracy znajduje się zapis o corocznej waloryzacji o wskaźnik inflacji ustalany przez Główny Urząd Statystyczny. Pracownicy chcieliby jednak, aby przy podwyżkach uwzględniano też nominalny wzrost płacy minimalnej i – jeśli okaże się wyższy niż wzrost inflacyjny – to na jego podstawie wypłacano podwyżki.

W komunikacie zamieszczonym na swoim profilu na Facebooku pracownicy deklarują, że strajk będzie „uporządkowany i racjonalny”. Pracodawcę wzywają o nienaruszanie praw związkowych. „Docierają do nas głosy, że pracodawca może utrudniać wejście na teren zakładu pracownikom, których zmiany wypadają poza godzinami ogłoszonego strajku. Takie działanie byłoby prowokacyjne i bezprawne, dlatego liczymy, że to tylko niepotwierdzone plotki. Każdy pracownik ma prawo przyjść na wiec na terenie zakładu pracy, który organizowany będzie w trakcie akcji strajkowej” – przypominają związkowcy.


Andrzej Radzikowski: Potrzebujemy szybszego wzrostu wynagrodzeń

Przewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski podkreśla, że jednym z najważniejszych wyzwań dla Polski jest szybszy wzrost wynagrodzeń.

- Polscy pracownicy nie mogą być gorzej traktowani niż ich europejscy koledzy, szczególnie w koncernach europejskich. Takie praktyki są nieuczciwe, gdyż wydajność pracy w Polsce nie jest wcale dużo niższa od unijnej, w przeciwieństwie do wynagrodzeń – mówi szef Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

- OPZZ od dawna zabiega, aby podstawową formą zatrudnienia była umowa o pracę na czas nieokreślony. Powinni o to zabiegać też sami pracodawcy, bo taka forma umowy stabilizuje sytuację w firmie i wiąże załogę z zakładem pracy, co przekłada się na wydajność – dodaje.