Państwo polskie ignoruje konwencje Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) dotyczące pracujących kobiet. Od dziesięciu lat na ratyfikację czekają postanowienia w sprawie pracowników domowych, trzeci rok w zamrażarce leży Konwencja o eliminacji przemocy i molestowania w świecie pracy.

Międzynarodowa Organizacja Pracy zobowiązana jest promować godną pracę dla wszystkich. Realizuje tym samym cele swoich Deklaracji definiujących podstawowe zasady i prawa w pracy oraz sprawiedliwości społecznej na rzecz uczciwej globalizacji.

Godność w rządowej poczekalni

W preambule Konwencji nr 189 z 2011 roku, dotyczącej pracowników domowych czytamy między innymi, że ta praca jest w dalszym ciągu niedoceniana i niedostrzegana. Zwraca się uwagę na to, że w znacznej części jest wykonywana przez kobiety i dziewczęta. Wiele z nich jest migrantkami lub członkiniami społeczności znajdujących się w trudnej sytuacji. To one są w szczególny sposób narażone są na dyskryminację, jeśli chodzi o warunki zatrudnienia i pracy oraz na inne formy łamania praw człowieka. Dlatego pożądane jest uzupełnienie standardów ogólnych standardami właściwymi dla pracowników domowych, co umożliwi im korzystanie z pełni należnych im praw. Wydaje się to tak oczywiste, że ociąganie się państwa polskiego z ratyfikacją tej Konwencji jest co najmniej niezrozumiałe.

Okazuje się, że nasi rządzący mają także wątpliwości co do eliminacji przemocy i molestowania w pracy. Chodzi o Konwencję nr 190 MOP z czerwca 2019 roku, która reguluje te kwestie. Komisja Europejskazachęca państwa członkowskie do jej przyjęcia. Konwencję popierają partnerzy społeczni w Polsce, ale rząd zwleka z decyzją. To prawda, że dotyczy ona spraw, które są już w znacznej mierze uregulowane w prawie unijnym i krajowym. Polski Kodeks pracy zawiera przepisy przeciwdziałające dyskryminacji w zatrudnianiu, w tym molestowaniu i mobbingowi. Jednak Konwencja wnosi szereg nowych, szczegółowych rozwiązań. Chociażby zapewnienie, że każdy pracownik ma prawo odstąpić od wykonywania obowiązków służbowych w razie bezpośredniego i poważnego zagrożenia związanego z przemocą lub molestowaniem.

Płonne nadzieje?

Warto w tym miejscu przytoczyć komentarze związkowców tuż po przyjęciu Konwencji nr 190 na sesji plenarnej 108 konferencji MOP w czerwcu 2019 roku: „To jest wielki sukces i Ogólnopolskie Porozumie Związków Zawodowych wyraża nadzieję, że Konwencja zostanie ratyfikowana przez wszystkie państwa świata” – powiedział dr Adam Rogalewski, który wraz z Jackiem Dubińskim reprezentował OPZZ na tym zgromadzeniu. „Każdy powinien mieć prawo do zarabiania na życie bez lęku przed przemocą lub molestowaniem - mówił Per Hilmersson, zastępca sekretarza generalnego Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych (EKZZ) - a pracodawcy powinni mieć wyraźny obowiązek stworzenia przejrzystych i jasnych procedur zapobiegających przemocy i molestowania, aby wesprzeć ofiarę i odpowiednio postąpić ze sprawcą”. Natomiast Manuela Tomei, dyrektor Departamentu Jakości Pracy MOP stwierdziła, że: „Bez szacunku nie ma godności w pracy, a bez godności nie ma sprawiedliwości społecznej. Po raz pierwszy przyjęto Konwencję i zalecenie w sprawie przemocy i molestowania w świecie pracy. Mamy teraz uzgodnioną definicję przemocy i nękania. Wiemy, co należy zrobić, aby temu zapobiec. Mamy nadzieję, że nowe standardy wprowadzą nas w przyszłość pracy, którą chcemy zobaczyć”. 

Zawód: przy mężu

Najwyraźniej przedstawiciele polskiego rządu mieli inne zdanie. Uczestnicząc w konferencji MOP, na której przyjęto Konwencję nr 190, po prostu nie wzięli udziału w głosowaniu. Dlaczego? Czy chodzi o to, że państwo polskie nie lubi kobiet? Czy rządzący myślą, że powinny siedzieć przy mężu i spełniać się w gospodarstwie domowym w myśl zasady trzech K - kinder, küche, kirche (dzieci, kuchnia, kościół)? Czy uważają, że kobieta na rynku pracy to problem? To prawda, że jeszcze w XIX wieku prawo kobiet do pracy nie było czymś oczywistym. Na przykład Kodeks Napoleona z 1804 roku umożliwiał kobiecie pracę wyłącznie za zgodą męża. Dopiero rozwój gospodarki po II wojnie światowej spowodował zwiększenie aktywności zawodowej kobiet. Ale nie na równych zasadach, począwszy od wynagrodzenia za pracę.

Wysoka cena za niższą płacę

Wciąż mamy dysproporcję zarobków kobiet i mężczyzn na korzyść tych ostatnich. W Polsce, w ostatnich latach luka płacowa była widoczna niemal w każdej grupie zawodowej. A największe różnice wyliczone przez GUS między kobietami oraz mężczyznami, rzędu 3 tys. zł, odnotowano – uwaga - dla przedstawicieli władz publicznych i wyższych urzędników, tj. zawodów wymagających na ogół wyższego wykształcenia oraz większych kwalifikacji! Dyskryminacja płacowa pań pozostaje w ścisłym związku z tzw. segregacją pionową tj. niewielką liczbą kobiet na kierowniczych stanowiskach i mniejszymi szansami awansu z niższych stanowisk. Wciąż dominuje przekonanie o niższej produktywności kobiet! Dodajmy, że stopa bezrobocia wśród kobiet jest wyższa niż wśród mężczyzn. Kobiety częściej są zagrożone bezrobociem długotrwałym i trudniej im znaleźć pracę, zwłaszcza po dłuższej przerwie. Dotyczy to także pań poszukujących pierwszej pracy. A jak już ją znajdą to muszą się liczyć z tym, że oczekiwania przełożonych (mówiąc eufemistycznie) będą przekraczały zakres obowiązków służbowych. Taka cena! To częste doświadczenie opiekunek domowych. Można powiedzieć, że kobiety wykonujące ten zawód są głównymi beneficjentkami Konwencji nr 189 i 190 MOP.

Rządzący Polską deklarują szacunek do pań, ale w rzeczywistości traktują je jak „słabszą płeć”. Świadczy o tym chociażby uporczywe blokowanie ratyfikacji Konwencji MOP, chroniących w szczególny sposób pracujące kobiety. Na marginesie - władza ma podobny stosunek do opracowanej przez Radę Europy Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (Konwencja Stambulska). To daje do myślenia i nie wiedzieć czemu przychodzi do głowy cykl mikrosłuchowisk radiowych, a w nich kultowy dialog dwojga bohaterów: „Pani Eliza: - Kocham pana, panie Sułku. Pan Sułek: – Cicho!”.

No i jak tu być kochaną?


Andrzej Radzikowski