Zrzeszeni w OPZZ pracownicy sądów - asystenci, kuratorzy czy urzędnicy - mają dość pracy ponad siły za niskie pensje. Zapowiadają, że jeśli rząd podtrzyma swoją decyzję o zamrożeniu płac w przyszłym roku, wyjdą na ulicę. Do akcji protestacyjnej przystępują też prokuratorki i prokuratorzy. To kolejni - po urzędnikach ZUS-u - pracownicy budżetówki, wściekli na złe warunki pracy i niskie płace.  

Biuro prasowe OPZZ

- Średnie wynagrodzenie pracowników nieorzeczniczych sądów wynoszą ok. 4,6 tys. zł brutto. Na rękę to ok. 3,3 tys. A trzeba wziąć pod uwagę, że w większości to ludzie z wyższym wykształceniem, po wielu szkoleniach, bo przepisy nieustannie się zmieniają – wścieka się Piotr Domański, przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP.

„Pracownicy nieorzecznicy sądów” to w skrócie wszyscy pracownicy wymiaru sprawiedliwości poza sędziami: asystenci, kuratorzy, urzędnicy sądowi czy np. osoby, które prowadzą biuro podawcze albo wydają akta na czytelni. Ich liczba szacowana jest w Polsce na ok. 42 tys.

Ponad tysiąc z nich zrzeszonych jest właśnie w NSZZ Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP, jednym z najstarszych tego typu związków. Organizacja obecna jest w ponad 70 sądach w całym kraju.


W ciągu najbliższych kilku dni we wszystkich tych sądach wybuchnie protest przeciwko niskim wynagrodzeniom i złym warunkom pracy.

Ponieważ pracownicy sądów nie mogą przeprowadzić strajku w rozumieniu ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, zamierzają zwrócić uwagę opinii publicznej w inny sposób: wywiesić flagi na budynkach sądów, zorganizować tzw. wyjścia przed budynek czy przychodzić do pracy na czarno. Jak mówi Domański, rozważają też zorganizowanie manifestacji w Warszawie, „jeśli działania na poziomie regionalnym nie przyniosą efektu”.

Rząd: Nie będzie nawet wyrównania inflacji

W poniedziałek 12 lipca na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego rząd po raz kolejny zadeklarował, że zamierza zamrozić wynagrodzenia w sferze budżetowej na 2022 r. Przy wysokiej inflacji sięgającej 4-5 proc. oznacza to de facto realny spadek wynagrodzeń ponad 560 tys. nauczycieli, policjantów i urzędników, w tym pracowników sądów. Największe centrale związkowe, w tym OPZZ, domagały się 12-procentowej podwyżki wynagrodzeń.

Urzędnicy są wściekli, bo w czasie pandemii nie tylko nie otrzymali żadnych programów wsparcia – jak to miało miejsce w przypadku prywatnych przedsiębiorców – ale na dodatek nałożono na nich nowe obowiązki w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych. W dodatku przez długi czas o pracy zdalnej mogli tylko pomarzyć, jako że urzędy nie były dostosowane do tego typu kontaktu z obywatelami.

- Sądy, prokuratury i inspekcje sanitarne podczas lockdownów pracowały w formie otwartej, a pracownicy nie mieli żadnych dodatków covidowych – przypominała na RDS-ie wiceszefowa NSZZ Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP Elżbieta Aleksandrowicz.

Aby dostosować pracę do nowych, nadzwyczajnych warunków, Ministerstwo Sprawiedliwości w bardzo krótkim czasie wprowadziło w sądach nowe systemy teleinformatyczne, które błyskawicznie musiała opanować zdziesiątkowana przez pandemię kadra. Problem w tym, że każdy sąd ma swój własny system niekompatybilny z innym, przez co komunikacja między jednostkami zamiast przyspieszać, tylko się wydłuża.

- W rezultacie wielu pracowników odchodzi do pracy w mniej stresujących warunkach. W małych sądach wygasza się etaty osób, które przechodzą na emeryturę, likwiduje wydziały pracy i ubezpieczeń społecznych, a ich sprawy przenosi do i tak już przeciążonych wydziałów w większych miastach bez żadnych podwyżek wynagrodzeń – wyliczała Aleksandrowicz.

Coraz przewleklejsze postępowania

Efekty paraliżu sądów odczuwają obywatele. Od 2016 r. średnie rozpoznanie spraw cywilnych wydłużyło się o trzy miesiące. Związkowcy wydobyli te dane z Ministerstwa Sprawiedliwości, powołując się na przepisy o dostępie do informacji publicznej. Resort dzieli się kompromitującymi statystykami niechętnie. Sam Domański mówi, że w Sądach Apelacyjnych na wyznaczenie terminu rozprawy odwoławczej strony wyczekują nawet trzy lata.

Tymczasem natłok spraw nieustannie rośnie.


- Od kilku lat liczba pracowników wymiaru sprawiedliwości utrzymuje się na mniej więcej tym samym poziomie, a liczba spraw drastycznie wzrasta

– mówi Domański. - Mamy dużo więcej spraw gospodarczych związanych z lockdownem, świadczeniami społecznymi. Suweren uwierzył, że w starciu z instytucjami państwa i podmiotami prywatnymi ma szansę na wygraną, w co jeszcze 10-20 lat temu mało kto wierzył.

Sędziowie pokoju tylko pogorszą sytuację?

Związkowcy obawiają się dalszego pogorszenia się warunków pracy wraz z wprowadzeniem instytucji tzw. sędziów pokoju. To pomysł Pawła Kukiza, na który zgodził się Jarosław Kaczyński w zamian za doraźny sojusz z kukizowcami. Sędziowie pokoju, wybierani bezpośrednio przez obywateli spośród prawników z trzyletnim doświadczeniem w zawodzie (np. radców prawnych czy notariuszy) mieliby rozstrzygać najprostsze spory z zakresu prawa cywilnego i prawa karnego.

Choć pomysł w założeniu ma odciążyć sądy, urzędnicy obawiają się, że postępowania tylko się przez to wydłużą. Według projektu ustawy wynagrodzenie sędziów pokoju ma być dużo wyższe niż sądowych urzędników, nic dziwnego więc, że wielu wykwalifikowanych pracowników przymierza się do porzucenia dotychczasowego stanowiska. To tylko wzmocni wszechobecny w wymiarze sprawiedliwości chaos i niedobór kadr.

Prokuratorzy: „Przystępujemy do akcji protestacyjnej”

W wymiarze sprawiedliwości nie tylko pracownicy sądów sprzeciwiają się zamrożeniu płac. 22 lipca pismo do trzech central związkowych – OPZZ, Forum Związków Zawodowych i NSZZ „Solidarność” – wysłał ZZ Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP (odrębny związek, niewchodzący w skład OPZZ).

„Apelujemy do wszystkich central związkowych, aby ponad podziałami zorganizowały szeroko zakrojoną akcję protestacyjną wszystkich służb publicznych, określanych mianem sfery budżetowej. Nie zgadzamy się na to, aby podobnie jak za rządów poprzedniej koalicji płace te były przez wiele lat utrzymywane na tym samym poziomie” – czytamy. „Zamrożenie wynagrodzeń w 2022 r. pozostaje w oczywistej kolizji z deklaracjami rządzących, którzy zapowiadają zrównanie poziomu płac Polaków i obywateli państw tzw. Europy Zachodniej”.

Pracownicy i pracownice prokuratury ogłosili jednocześnie „przystąpienie do pierwszego etapu akcji protestacyjnej”. W prokuratorach będzie ona polegała na wywieszeniu na budynkach i wewnątrz emblematów protestacyjnych oraz organizacji w każdą środę zebrań przed budynkami prokuratur i sądów „w ramach przysługującej [zatrudnionym] przerwy”.

„W przypadku dalszego łamania konstytucyjnego prawa pracowników sfery budżetowej do corocznej waloryzacji płac Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP przystąpi do kolejnych etapów protestu” – odgrażają się prokuratorzy.

(mo)