Alarmujące prognozy płyną z Komisji Europejskiej - Polska może być jednym z krajów, gdzie najdrastyczniej zmieni się sytuacja na rynku pracy. Unijni analitycy przewidują, że stopa bezrobocia w Polsce zwiększy się ponad dwukrotnie (127%). Ten niepokojący wskaźnik bierze się z jej niskiego poziomu w 2019 roku - 3,3% liczonego według metody Eurostatu. KE szacuje, że w tym roku wzrośnie do 7,5 % (wicepremier Emilewicz ocenia je na 7-8 %, wcześniej mówiła o dziesięciu). KE przewiduje ponadto, że będziemy jedynym krajem, w którym znacząco wzrośnie inflacja, a ceny pójdą w górę.Niestety, dane Głównego Urzędu Statystycznego za kwiecień potwierdzają prognozy KE.

Polski rząd chwali się drugą co do wielkości tarczę antykryzysową w UE. Drodzy państwo rządzący, tu nie o wielkość ale o skuteczność chodzi. Pracownicy oczekują ochrony miejsc pracy i poziomu wynagrodzeń. Obawiają się utraty źródła dochodów. „500+” już nie wystarczy, tym bardziej, że po paru latach warte jest jakieś 200 – minus. Kolejne edycje tarczy, ogłaszane z jako sukces rządu, nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. A rzeczywistość jest taka, że już ponad pół miliona pracowników ma znacząco obniżone płace, wysyłanych jest na urlopy, przestoje i bezrobocie. Ci ostatni mają się cieszyć kilkusetzłotowym zasiłkiem. Warto przypomnieć, że rząd dysponuje naszymi pieniędzmi i oczekujemy, że będzie racjonalnie i sprawnie nimi dysponował. Tymczasem pospiesznie tworzone przepisy są niejasne. Efektem jest blokowanie dostępu do środków, na które czekają pracownicy i pracodawcy. Bo jak zrozumieć fakt, że z 14 miliardów złotych, pochodzących z corocznych składek pracowniczych na fundusze pracy, oddano nam do tej pory zaledwie 7 miliardów. Chociaż tak naprawdę to nie wiemy ile z tej pracowniczej polisy ubezpieczeniowej zostało w kasie, a ile poszło na realizację politycznych pomysłów władzy, przemycanych w kolejnych tarczach. Pewne jest tylko jedno: pracownik ponosi najwyższy koszt ochrony własnego stanowiska pracy.

Rządzący testują kolejne, kuriozalne pomysły. Na przykład „przerywany stosunek pracy”- umowa o pracę może być zawieszona na trzy miesiące a pracownik dostanie zapomogę – całych 1.200 złotych miesięcznie. Przypomnę, że już w ubiegłym roku minimum socjalne wynosiło od 1000 do 1200 zł na osobę w zależności od typu gospodarstwa. A co będzie jak zakład w tym czasie padnie…? Albo możliwość rozwiązania umowy o pracę z pracownikiem posiadającym ustalone prawo do emerytury lub renty, lub spełniającym warunki do przyznania emerytury. Jesteśmy zdecydowanie przeciwni. Jednak nie ograniczamy się do bezproduktywnej krytyki. OPZZ przedstawia konkretne propozycje rozwiązań. Niestety, z niewiadomych względów rząd odrzuca te, które w znaczący sposób łagodziłyby skutki pandemii. I tak, w Tarczy 3.0 nie znalazła się propozycja podwyższenia zasiłku dla bezrobotnych do poziomu 2100 zł brutto oraz wydłużenia okresu jego pobierania z 180 dni do 365 dni dla wszystkich bezrobotnych, czy większego dofinansowania do obniżanych wynagrodzeń pracowników. Zignorowano także naszą poprawkę zakładającą zwolnienie z podatku VAT zakupu wyrobów medycznych, środków ochrony osobistej oraz urządzeń i środków myjących i odkażających, przeznaczonych dla szpitali, domów pomocy społecznej, zakładów opiekuńczo-leczniczych i placówek opiekuńczo-terapeutycznych. Nie obrażamy się, ale chcielibyśmy wiedzieć dlaczego? Wiarygodnych, merytorycznych argumentów brak. Cisza. Można odnieść wrażenie, że dialog społeczny w rozumieniu rządzących to efektowny, choć zbędny ornament.

Niezależnie od aktualnej sytuacji i jej ocen, cel OPZZ pozostaje niezmienny – ochrona miejsc pracy. Nasze zakłady muszą być gotowe do walki z nieuchronnym kryzysem gospodarczym. A gospodarka to ludzie. Dbajmy o nich! A jeżeli będzie trzeba, podejmiemy bardziej radykalne działania. 



Andrzej Radzikowski