Główny Urząd Statystyczny opublikował dane na temat ubóstwa w Polsce. Jesteśmy coraz biedniejsi. Ta sprawa będzie przedmiotem obrad Rady Statystyki, która zbierze się w najbliższy poniedziałek (25 maja).

W dokumentach przygotowanych przez GUS na posiedzenie Rady czytamy między innymi:

„Dążenie do spójności społecznej, w tym ograniczenie ubóstwa – to jedne z najważniejszych celów ujętych w dokumentach strategicznych dotyczących rozwoju społeczno-ekonomicznego zarówno w skali kraju i przynależności Polski do Unii Europejskiej jak również w kontekście globalnych celów zrównoważonego rozwoju”.

Niestety, z raportu wynika, że mocarstwowe deklaracje rządu p. Morawieckiego na temat zasobności Polski i jej obywateli, nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.

Dla przykładu - zasięg ubóstwa skrajnego w gospodarstwach domowych, w latach 2017/2018 wg grup społeczno-ekonomicznych wzrasta. W grupie pracowników o 1,4%, w grupie pracujących na własny rachunek o 1,2 %, w grupie emerytów o 0,2% a rencistów o 1,1%. Skrajnie ubogich rolników przybyło 1,3%. W najgorszej sytuacji znalazła się grupa utrzymujących się z innych, niezarobkowych źródeł – na skraju ubóstwa w 2018 roku znalazło się 3,7% osób więcej niż rok wcześniej. Ktoś powie, że nie są to katastrofalne wskaźniki. Być może. Należy jednak pamiętać, że za każdym punktem procentowym kryją się tragedie tysięcy polskich rodzin. Biorąc pod uwagę okres, który poddano analizie, trudno zwalić ten trend na kryzys wywołany pandemią koronawirusa. 2017/2018 to – według oficjalnej propagandy – apogeum „dobrej zmiany” na wszystkich frontach. Jak widać niekoniecznie. Niestety, można się spodziewać, że koronawirus znacząco zwielokrotni przytoczone dane statystyczne.

Pewnym pocieszeniem jest fakt, że rządzący zrezygnowali z dotychczasowej retoryki sukcesu. Ale konkretnych planów odbudowy walącej się gospodarki ciągle brak. Podejmowane są doraźne działania, wynikające z aktualnej sytuacji społecznej i – co znamienne – politycznej. Stąd niekończące się nowelizacje tarczy antykryzysowej, wykorzystywanej także do przemycenia przepisów, które nie mają nic wspólnego z ochroną zdrowia i miejsc pracy.

To budzi coraz większy sprzeciw społeczny. Oby nie skończyło się tak, że pytanie: Jak żyć panie premierze, będzie zadane na ulicy.

R.G.