- Apeluję do prezydenta prezesa Kaczyńskiego i premiera o jak najszybsze wprowadzenie emerytur stażowych. Proszę nie przygotowywać nowych projektów, bo są już gotowe co najmniej cztery: OPZZ-u, „Solidarności”, Lewicy i PSL-u – mówił w Sejmie wiceprzewodniczący OPZZ Sebastian Koćwin. A posłowie Lewicy zażądali od marszałka Sejmu nadania ich projektowi nadanie numeru druku i włączenia go do porządku obrad.

Biuro prasowe OPZZ

W ostatnich dniach coraz głośniej o pomyśle emerytur stażowych, czyli możliwości przechodzenia na emeryturę po przepracowaniu określonej liczby lat – zwłaszcza w przypadku osób, które od młodości ciężko pracują fizycznie. Prezydent Andrzej Duda po raz pierwszy obiecał wprowadzenie takiego rozwiązania w 2015 r., a w maju 2020 r., przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, swoją obietnicę powtórzył.

Po roku o sprawie sobie przypomniał i w maju tego roku zapowiedział, że liczy na wprowadzenie emerytur stażowych do końca swojej kadencji (2025 r.). Jednak emerytur stażowych ja nie było, tak nie ma.


OPZZ już w 2010 r. złożyło w Sejmie projekt, który zakładał dodatkowe prawo do emerytury dla kobiet po przepracowaniu 35 lat i dla mężczyzn po 40 latach pracy.

Pod projektem podpisało się wówczas niemal 800 tys. osób. Posłowie wówczas projekt odrzucili, ale na jego bazie w obecnej kadencji swoje projekty złożyły kluby parlamentarne Lewicy i PSL-u. Pod koniec czerwca bardzo podobną propozycję zaprezentowała „Solidarność”.

W czwartek 22 lipca na wspólnej konferencji prasowej przedstawiciele OPZZ-u i Lewicy zaapelowali do rządzących o szybkie przyjęcie projektów i „odmrożenie” ich z sejmowej zamrażarki.

- To znamienna data, bo równo 22 lipca 2010 r. przedstawialiśmy po raz pierwszy nasz projekt ustawy o emeryturach stażowych - mówił wiceprzewodniczący OPZZ Sebastian Koćwin. – Przez ostatnie 11 lat cały czas przekonywaliśmy rządzących, pisaliśmy petycje, zbieraliśmy podpisy, organizowaliśmy happeningi czy akcje billboardowe. Niestety premier Morawiecki, prezes Kaczyński, prezydent Andrzej Duda, a przede wszystkim Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej cały czas nas zbywają i twierdzą, że trwają analizy – relacjonował wiceprzewodniczący OPZZ.


Wiceszef OPZZ: „Emerytury stażowe tu i teraz!”

Jak podkreślał Koćwin, z symulacji ZUS-u wynika, że gdyby emerytury stażowe wprowadzić dziś, łączne przez kolejne 20 lat z rozwiązania mogłoby skorzystać maksymalnie 989 tys. pracowników. Według badań w pierwszym roku ich funkcjonowania dostępne byłyby maksymalnie dla 500 tys. osób, a w kolejnych latach dla kolejno 100 tys. Liczba uprawnionych spadałaby rok do roku.

- I to chyba o to chodzi rządzącym, dlatego zbywają nasze prośby. Ale emerytury stażowe muszą być wprowadzone tu i teraz, w tym roku. Bo inaczej kolejne 100 tys. osób będzie musiało dalej ciężko pracować ponad siły, a część z nich powszechnej emerytury po prostu nie dożyje – mówił Koćwin. I zaapelował do „prezydenta, prezesa PiS i premiera o jak najszybsze wprowadzenie tego rozwiązania”.

- Bardzo proszę nie prowadzić różnych rozmów i przygotowywać nowych projektów, bo gotowe są co najmniej cztery: OPZZ-u, „Solidarności”, Lewicy i PSL-u. Wszystkie są do siebie bardzo zbliżone, my tu naprawdę niczego nowego nie odkryjemy. Po prostu wprowadźmy te rozwiązanie.

Biejat: "Głodowe emerytury to hańba dla Polski'

W podobnym tonie wypowiadała się posłanka Lewicy Magdalena Biejat. Jak zaznaczyła, w 2035 r. niemal 20 proc. osób będzie na emeryturze, co będzie „ogromnym wyzwaniem” dla polskiej gospodarki, ale „absolutnie nie może być wymówką, aby ograniczać świadczenia emerytalne i rentowe”.


- Hańbą dla Polski jest pozwalać, by rosnące rzesze emerytów pobierały głodowe emerytury i musiały wybierać pomiędzy tym, czy zapłacą za czynsz, czy za leki.

- Ale jeśli kogoś nie przekonuje ten argument do moralności, to być może dotrą do państwa argumenty gospodarcze. Otóż pamiętajmy, że emeryci, którzy będą dostawać godne emerytury, których będzie stać na to, żeby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, a może nawet pójść do teatru czy do kina, to emeryci, którzy będą dobrymi konsumentami i będą pomagać w napędzaniu polskiej gospodarki – mówiła.

Jak podkreślała, tacy emeryci nie będą też musieli pobierać innych świadczeń.

- Jeśli zapłacimy za emerytury, to tych pieniędzy nie będziemy musieli wydawać na świadczenia dla najuboższych czy na rosnące koszty ochrony zdrowia, jeśli nasze szpitale będą musiały się zajmować seniorami, których nie było stać na to, żeby wykupić sobie leki, i w związku z tym popadli w choroby.

(mo)