Kierownictwo OPZZ alarmuje, że rząd zamierza zamrozić płace pracownikom budżetówki w 2022 r. Przy obecnej inflacji oznacza to de facto spadek wynagrodzeń ponad 560 tys. urzędników, nauczycieli czy policjantów. W poniedziałek kwestią płac w budżetówce zajmie się Rada Dialogu Społecznego.

Pracownicy budżetówki skarżą się na niskie wynagrodzenia od lat. Po raz pierwszy politykę zaciskania pasa wdrożył w 2010 r. jeszcze rząd PO-PSL, tłumacząc to oszczędnościami niezbędnymi w obliczu ogólnoświatowego kryzysu. Rząd Zjednoczonej Prawicy poszedł w jego ślady i od tamtej pory mrożenie płac to dla najprostszy sposób na dodatkowe pieniądze w budżecie.

W zeszłym roku, m.in. dzięki wysiłkom OPZZ, rządowi nie udało się przeforsować zamrożenia płac – pensje w budżetówce wzrosły o 6 proc. Teraz jednak znowu chce zaoszczędzić na sektorze publicznym. Na początku czerwca rząd ogłosił projekt propozycji średniorocznych wskaźników wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na rok 2022. Podwyżek dla budżetówki nie przewidziano.

Urzędnicy są wściekli, bo w czasie pandemii nie tylko nie otrzymali żadnych programów wsparcia – jak to miało miejsce w przypadku prywatnych przedsiębiorców – ale na dodatek nałożono na nich nowe obowiązki w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych. Poza tym przy inflacji sięgającej 3-4 proc. brak podwyżki oznacza de facto realną obniżkę wynagrodzeń.

Dlatego już 19 maja przedstawiciele największych central związkowych: Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, NSZZ Solidarność i Forum Związków – opublikowali wspólne stanowisko, w którym jasno domagają się 12-procentowej podwyżki wynagrodzeń.

OPZZ: „Państwo nie jest atrakcyjnym pracodawcą”

W środę 7 lipca osobny komunikat w tej sprawie opublikowało ścisłe kierownictwo OPZZ: przewodniczący Andrzej Radzikowski i jego zastępcy, Sebastian Koćwin, Piotr Ostrowski i Barbara Popielarz. Data nie jest przypadkowa: w poniedziałek odbędzie się Rada Dialogu Społecznego, poświęcona właśnie wynagrodzeniom w sferze budżetowej.

„Wbrew deklaracjom rządzących państwo wciąż nie podniosło w sposób znaczący wynagrodzeń osób zatrudnionych w instytucjach publicznych i nie prezentuje się jako pracodawca, oferujący atrakcyjne miejsca pracy” - czytamy w komunikacie kierownictwa OPZZ. „W wielu jednostkach budżetowych wysokość przeciętnej płacy jest niższa od średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej”.

Związkowcy zwracają uwagę, że niskie wynagrodzenia w budżetówce „zmniejszają atrakcyjność pracy w sferze budżetowej, co prowadzi do erozji kadr w sektorze publicznym i hamuje rozwój państwa”. Coraz więcej pracowników sektora publicznego przechodzi do firm prywatnych, które kuszą wyższym wynagrodzeniem.


To, co do tej pory było największym atutem pracy urzędniczej – stabilność zatrudnienia i pewność wynagrodzeń – w czasach ciągłej zmiany na rynku pracy przestaje już być dla pracowników atrakcyjne.

Pracodawcy: „Zamrożenie nie służy kształtowaniu kadr”

„Istnieje ścisła zależność pomiędzy oczekiwaną poprawą jakości funkcjonowania państwa i wzrostem wynagrodzeń pracowników sfery budżetowej” – przekonuje kierownictwo OPZZ. „Przyjazne podatnikom urzędy i sądy, wysokiej jakości opieka zdrowotna i edukacja oraz bezpieczeństwo są niezbędne, aby Polska była państwem postępowym, innowacyjnym i konkurencyjnym. Nie da się osiągnąć tych celów bez zagwarantowania pracownikom sfery budżetowej godnych wynagrodzeń”.

- Mamy nadzieję, że w poniedziałek rząd wsłucha się w nasze argumenty i zmieni swoje pierwotne stanowisko – komentuje przewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski. I dodaje, że za podwyżkami wynagrodzeń w budżetówce są też – co znaczące - sami pracodawcy. – Zdają sobie sprawę, że nie zostaną dobrze obsłużeni np. w ramach tarcz antykryzysowych, jeśli urzędników będzie za mało i będą źle opłacani – tłumaczy.

Jego słowa potwierdza mówi Monia Fedorczuk z Konfederacji Lewiatan.

- Zamrożenie wynagrodzeń w sferze budżetowej nie służy kształtowaniu się profesjonalnych kadr realizujących zadania publiczne – tłumaczy. - Jeśli administracja nie będzie w stanie zapewnić godziwych wynagrodzeń, musimy liczyć się z tym, że będziemy mieli do czynienia z selekcją negatywną do pracy w urzędach. Nie leży w interesie państwa, aby kariera w administracji publicznej była traktowana jak przedłużony staż, podczas którego nabywa się cenne umiejętności i przechodzi do sektora prywatnego -podkreśla przedstawicielka pracodawców.

(mo)