Niektóre media i politycy często kreują negatywny obraz związków zawodowych i naszej działalności. W środkach masowego przekazu od wielu lat można usłyszeć, że związkowcy to roszczeniowi wichrzyciele nastawieni głównie na obronę miejsc pracy i partykularnych interesów; żądający podwyżek za wszelką cenę, nawet kosztem budżetu państwa czy firmy, w której pracują. Pupilkiem żadnej władzy na pewno nie jesteśmy, a media interesują się nami najczęściej, gdy wybuchają strajki i protesty. Dobrze, że ten krzywdzący i stereotypowy wizerunek zmienia się - i jest to zasługa samych związkowców i ich skutecznej pracy.

Na tym tle politycy jawią się jako odpowiedzialni i zatroskani o społeczeństwo i finanse publiczne mężowie stanu, którzy stoją na straży moralności i porządku prawa, chroniąc obywateli przed skutkami działań związków zawodowych. Ostatnie propozycje polityków, aby podnieść wynagrodzenia osobom pełniącym funkcje publiczne obnażają prawdę i pokazują, jak jest w rzeczywistości. Wszyscy mogliśmy się przekonać, że większości posłów nie interesuje podwyżka w skali, o której myśli przeciętny Kowalski w trudnych czasach spowolnienia gospodarczego. Rządzący chcą więcej – oczekują podwyżek o kilkadziesiąt czy kilkaset procent. Nie zważają na kryzys, choć chętnie o nim mówią, apelując do OPZZ o umiar w zgłaszaniu oczekiwań płacowych, jak choćby w trakcie tegorocznych negocjacji płacowych w Radzie Dialogu Społecznego.

Przypadek ten pokazuje, kto naprawdę jest odpowiedzialny w dialogu społecznym. Przystępując do rozmów o wynagrodzeniach w 2021 r. dobrze się do nich przygotowaliśmy. Najpierw zbadaliśmy oczekiwania społeczne i przeprowadziliśmy analizy ekonomiczne, upewniliśmy się także na jakie podwyżki stać budżet państwa i firmy. Wszystko po to, aby przedstawić racjonalne i uzasadnione merytorycznie oczekiwania płacowe. Takich samych postaw powinniśmy oczekiwać od polityków. Skala zaproponowanej przez OPZZ podwyżki dla pracowników sfery budżetowej (10%) i dla osób otrzymujących minimalną płacę (19,2%) jest rozsądnym i realistycznym oczekiwaniem, które powinno zostać spełnione, ponieważ nie zrujnuje budżetów firm i finansów państwa. Nie można tego powiedzieć o propozycji posłów. Podwyżka dla premiera o 100%, wiceministrów o 113%, ministrów o 78%, posłów i senatorów o 58% jest przejawem arogancji władzy oraz braku etyki i szacunku dla partnerów społecznych i Rady Dialogu Społecznego.

To zrozumiałe, że żadna władza nie lubi, gdy związkowcy patrzą jej na ręce i na nią naciskają, ale mądra władza nie wprowadza zmian, które sama uzna za stosowne. Politycy muszą mieć świadomość tego, że sprawują swoje funkcje z obywatelskiego przyzwolenia i w służbie społecznej; że władza nie jest dana raz na zawsze. Zadaniem OPZZ i innych związków zawodowych jest stale o tym przypominać.

(nq)