"Do społeczeństwa powinien być kierowany jasny przekaz: 'W tym systemie twój status materialny na emeryturze będzie wprost uzależniony od tego, ile zarabiasz i ile składek odprowadzasz'. Państwo taki przekaz jednak regularnie neguje, m.in. wprowadzaniem takich świadczeń jak tzw. 14. emerytura" - mówi dr Tomasz Lasocki z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

W 2020 r. do Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych został skierowany do konsultacji rządowy projekt ustawy o kolejnym w 2021 r. dodatkowym rocznym świadczeniu pieniężnym dla emerytów i rencistów.

OPZZ wydało opinię, w której zauważa, że podjęta przez rząd próba złagodzenia problemów finansowych osób otrzymujących niskie świadczenia emerytalne i rentowe ma charakter incydentalny i w perspektywie długofalowej nie przyniesie oczekiwanych rezultatów (w przeciwieństwie do waloryzacji świadczeń emerytalno-rentowych).

Zdaniem OPZZ należy wdrożyć systemowe rozwiązania, które efektywnie mogłyby rozwiązać problem niskich świadczeń emerytalnych i rentowych. Chodzi m.in. o coroczną waloryzację minimalnej emerytury i renty wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych dla emerytów i rencistów w poprzednim roku, powiększonym o co najmniej 50% realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w roku poprzednim.

W 2021 r. OPZZ negatywnie oceniło rządową propozycję waloryzacji emerytur i rent w 2022 r., uwzględniającą średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów, zwiększony o ustawowe minimum: 20% realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia.

Poniżej przedstawiamy rozmowę Katarzyny Dudy, specjalistki ds. polityki społecznej OPZZ z dr. Tomaszem Lasockim, adiunktem w Katedrze Prawa Ubezpieczeń Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmowa dotyczy kolejnego w 2021 r. dodatkowego świadczenia pieniężnego dla emerytów i rencistów, czyli tzw. 14. emerytury.

Katarzyna Duda: Czy określenie „14. emerytura” jest adekwatną nazwą świadczenia, które wpłynie na konta emerytów i rencistów w listopadzie bieżącego roku?

Dr Tomasz Lasocki: Tzw. 14. emerytura jest pojęciem marketingowym, podobnie jak tzw. 13. emerytura. Należy przypomnieć genezę obu świadczeń. Propozycja "13. emerytury" stanowiła element pakietu obietnic wyborczych Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami parlamentarnymi w 2019 r. Nazwa „13. emerytura” to atrakcyjne opakowanie wymyślone na potrzeby kampanii wyborczej. Później ekipa rządząca obiecała również "14. emeryturę". Jednakże tak naprawdę zarówno pojęcie „13. emerytura”, jak i „14. emerytura”, są mylące.

Można by bowiem pomyśleć, że osoba z emeryturą w wysokości 2 tys. zł otrzyma z tytułu „14. emerytury” kolejne 2 tys. osoba z emeryturą 2,5 tys. zł dodatkowe 2,5 tys., itd. Tak jednak nie będzie.

Zgadza się. Z zasady świadczenie nie będzie stanowiło równowartości wypłacanej danej osobie emerytury. Gdyby przyjąć taką zasadę, to im wyższa emerytura, tym wyższa byłaby "14-stka". Tymczasem będzie wprost przeciwnie. Im wyższa emerytura, tym większe prawdopodobieństwo, że „14. emerytura” będzie niższa niż standardowo. Co więcej, niektórzy emeryci z wysokimi świadczeniami w ogóle jej nie otrzymają. W odróżnieniu od tzw. "13. emerytury", "14-stka" nie będzie przysługiwała wszystkim emerytom i rencistom.

„14. emerytura” będzie wynosić z reguły tyle, ile najniższa emerytura w 2021 r., czyli 1250 zł brutto (1068 zł na rękę)

Tylko część osób otrzyma świadczenie w wysokości 1250 zł brutto i jest to maksymalna kwota świadczenia. Będą to osoby, których świadczenie nie przekracza kwoty 2,9 tys. zł. Osoby ze świadczeniami powyżej 2,9 tys. zł, ale nie więcej niż 4,1 tys., otrzymają niższe świadczenia. Na przykład osoby otrzymujące 3 tys. zł emerytury dostaną 1150 zł "czternastki"; osoby otrzymujące 3,5 tys. dostaną 650 zł; a osoby z emeryturą 4 tys. zł dostaną tylko 150 zł "czternastki".

Z kolei osoby otrzymujące powyżej 4150 zł emerytury nie dostaną w ramach "14-stki" nawet złotówki.

Rząd uzasadnia to rozwiązanie chęcią pomocy najbiedniejszym emerytom i rencistom.

Jeśli zamiarem rządu jest chęć pomocy tylko najuboższym, to zastosowane kryterium jest nieracjonalne. Nie bierze się bowiem pod uwagę otrzymywanego przez emeryta wynagrodzenia, dochodu z majątku bądź emerytury albo wynagrodzenia małżonka. Jeśli rzeczywiście rząd chciałby pomóc tylko najuboższym emerytom, to powinien wprowadzić kryterium dochodu na osobę w rodzinie, a nie wysokości emerytury.

Proszę wyjaśnić to na przykładach.

Wyobraźmy sobie osobę, która otrzymuje emeryturę w wysokości 2 tys. zł oraz zarabia w pracy 3 tys. zł. Taka osoba otrzyma „14. emeryturę” w pełnej wysokości (1250 zł), ponieważ jej emerytura nie przekracza 4 tys. zł. Z drugiej strony przy identycznym dochodzie takiego świadczenia nie dostanie emeryt, który pobiera emeryturę 5 tys. zł. Świadczenie dostanie też ktoś, kto utrzymuje się z posiadanego majątku, z którego dostaje choćby 50 tys. zł. Świadczenie to dostanie również emeryt uzyskujący 2,7 tys. zł emerytury, którego małżonek z emerytury czy pracy uzyskuje 4,8 tys. zł. Oboje dostaną „14. emeryturę”. Taka para ma na osobę 4 tys. Natomiast osoba z emeryturą 4 tys. nie dostanie świadczenia, mimo że na osobę w gospodarstwie ma tyle samo.

Kryterium dochodu ogólnego na osobę byłoby zatem lepsze?

Tak, jeśli celem ma być pomoc tylko najuboższym.

Czy „14. emerytura” rozwiąże raz na zawsze jakiś problem społeczny?

Na dłuższą metę nie rozwiąże żadnego problemu. Na pewno nie rozwiąże problemu „emerytur groszowych”, czyli świadczeń poniżej emerytury minimalnej, np. w wysokości 800 zł, 500 zł czy złotówki. "14-stka" może pomóc w rozwiązaniu doraźnych, jednorazowych problemów, np. potrzeby wymiany lodówki czy pralki. Może też pomóc w parokrotnym zakupie leków bądź żywności. Podkreślam jednak, że 10 mld, które zostaną wydane na program, nie rozwiąże żadnego społecznego problemu w perspektywie długoterminowej. Postrzegam go jako rodzaj jednorazowej zapomogi, działania filantropijnego.

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych od wielu lat postuluje wprowadzenie systemowych rozwiązań poprawiających sytuację materialną emerytów i rencistów. Zdaniem OPZZ należy wprowadzić coroczną waloryzację minimalnej emerytury i renty wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów w poprzednim roku kalendarzowym, powiększonym o co najmniej 50% realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym.

Na waloryzację, czyli podwyżkę rent i emerytur, w tym roku rząd wyda 10 mld zł - podobną kwotę jak na „14. emeryturę”. I jedna i druga suma trafi do emerytów, choć o ile waloryzacja działa zgodnie z zasadą „każdemu według wkładu w system”, o tyle "14-stka" działa dokładnie odwrotnie. Z tego powodu uważam, że te 10 mld, które zostaną przeznaczone na „14. emeryturę”, powinny być przeznaczone na waloryzację. Na waloryzacji emeryci zyskaliby również w dłuższej perspektywie.

Czy „14. emerytura” jest spójna z zasadami polskiego systemu emerytalnego?

„14. emerytura” ma niewiele wspólnego z podstawową zasadą polskiego systemu emerytalnego, jaką jest zasada zdefiniowanej składki. W skrócie zakłada ona, że ile kapitału emerytalnego wypracujemy w trakcie aktywności zawodowej, tyle otrzymamy emerytury. Znaczenie ma także dalsza przewidywana długość trwania życia i wiek przejścia na emeryturę. Wprowadzając "13-stkę" rząd skierował natomiast do społeczeństwa przekaz: „Wszystko jedno, ile kapitału emerytalnego wypracujesz, bo i tak wprowadzimy jakiś element socjalny, który ci wynagrodzi niskie świadczenie”. Z "14-stką" rząd poszedł dalej – im mniej wpłacisz do wspólnego funduszu, tym więcej dostaniesz. To może demotywować młodsze pokolenia do troski o swój kapitał emerytalny. Może wywołać refleksję: „Skoro rząd przyznaje świadczenia niezależnie od odprowadzonych składek, a nawet 'kara' nieprzyznaniem '14-stki' za długi staż i wysokie składki, to lepiej brać część wypłaty pod stołem i nie troszczyć się o odprowadzanie składek”.

Do społeczeństwa powinien być w zamian kierowany następujący, jasny przekaz: „W tym systemie twój status materialny na emeryturze będzie wprost uzależniony od tego, ile zarabiasz i ile składek odprowadzasz. Musisz dbać o to, aby twoje pensje były jak najwyższe i aby składki na ubezpieczenia społeczne były jak najwyższe”. Państwo taki przekaz jednak regularnie neguje, m.in. wprowadzaniem takich świadczeń jak „14. emerytura”.

Nie fetyszyzuję zasady zdefiniowanej składki. Nie musi tak być, że emeryt będzie już zawsze skazany tylko na swoje świadczenie emerytalne wyliczone wedle tej zasady. System czasem wymaga pewnych korekt, pewne elementy socjalne mogą być wprowadzane – wystarczy przypomnieć o tzw. kwocie stałej w starym systemie. Jednakże korekta w postaci „13.” i „14. emerytury” jest jednym z gorszych rozwiązań.

"14-stka" będzie sfinansowana z Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD), który został powołany w 1999 r. i miał zwiększyć bezpieczeństwo wypłacalności świadczeń emerytalnych przyszłym pokoleniom. Ustawa przewiduje, że świadczenie to zostanie wypłacone ze środków Funduszu Solidarnościowego i budżetu państwa. Dodatkowo ustawa o Funduszu Solidarnościowym przewiduje możliwość zaciągnięcia przez Fundusz nieoprocentowanej pożyczki z Funduszu Pracy w celu sfinansowania świadczeń objętych ustawą. Nie ma naszej zgody na nieuzasadnione wykorzystywanie funduszy celowych, zwłaszcza Funduszu Pracy, na realizację zadań niezwiązanych z celami jego powołania. Stoimy na stanowisku, że środki Funduszu powinny być przeznaczane na finansowanie instrumentów i usług rynku pracy służących promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia oraz aktywizacji zawodowej.

Faktycznie ostateczny koszt wypłaty "14-stki" poniesie FRD, ale sprawa jest jeszcze bardziej pogmatwana. Tak jak pani zauważyła, środki będą pochodziły z Funduszu Solidarnościowego, który z FRD weźmie pożyczkę. Czyli z funduszu, który był przeznaczony na wsparcie osób z niepełnosprawnościami zostanie zrealizowana wypłata środków przeznaczonych pierwotnie dla młodszego pokolenia niżu demograficznego, lecz przekierowanych na program nierozwiązujący żadnego systemowego problemu obecnych emerytów.

Rynek pracy w dobie transformacji był bardzo trudny. Standardem było wówczas dwucyfrowe bezrobocie. Znam osoby, które po zamknięciu 3 kopalń w Wałbrzychu wydobywały węgiel w biedaszybach i przez lata ciężkiej pracy nie odprowadzały z tego tytułu żadnych składek na ubezpieczenia społeczne. Poznałam górnika zwolnionego z kopalni, który robił to przez 7 lat. Niektórzy pracownicy dostawali ultimatum od przedsiębiorców: albo pracujesz u mnie na czarno, albo nie pracujesz w ogóle. "14-stka" oferuje wsparcie również takim osobom, których emerytury są w niskiej wysokości, ale temu nie zawiniły.

"14. emerytura" jest skutkiem nieudolności państwa w obliczu problemów na rynku pracy, które przyczyniły się do problemu niskich świadczeń emerytalnych. Rząd daje "14. emeryturę" z uwagi na to, że do dziś państwo nie naprawiło mechanizmów ubezpieczania pracy. To znaczy, że latami nie było w stanie skutecznie wyegzekwować legalnego zatrudniania gwarantującego ubezpieczenie. "14. emerytura" jest wprowadzana m.in. ze względu na to, jak latami działało państwo. A precyzyjniej rzecz ujmując - jak nie działało.

Wydanie kilkunastu miliardów złotych tylko symbolicznie pomoże takim osobom. Realne wsparcie polegałoby na usprawnieniu wykazywania przez takie osoby zatrudnienia sprzed lat – choćby nie było ono zgłoszone w przeszłości. Wierzę, że misją państwa jest wspieranie słabszego w sporze z silniejszym, a w tym przypadku wielu ludzi pracy pozostawiono samych sobie.