Z danych OECD wynika, że zarobki polskich nauczycieli należą do najniższych w Europie.

Polscy nauczyciele zarabiają o wiele mniej od pracowników oświaty innych krajów Europy. Polsce daleko nie tylko do Luksemburga czy Finlandii, ale także Słowenia i Czechy mają wyższy poziom wynagrodzeń nauczycieli. Wśród krajów UE lokujemy się na samym dole. Wprowadzone od kwietnia podwyżki tego obrazu nie zmienią. W skali roku wynagrodzenia nauczycieli wzrosną zresztą zaledwie o 3,75%, a odliczając inflację o 1,45%. Tymczasem dynamika wzrostu płac w całej gospodarce jest znacznie wyższa.

Również wynagrodzenia pracowników służby zdrowia należą w Polsce do najniższych w Europie.

Psychiatrzy, anestezjolodzy i interniści za granicą zarabiają nawet 10 razy więcej niż w Polsce. Choć resort zdrowia stara się zatrzymać lekarzy w kraju obietnicami podwyżek, mogą się one okazać niewystarczające. 5,1 tys. zł miesięcznie w specjalizacji zwykłej (np. dermatologia) i 5,3 tys. zł w priorytetowej (np. psychiatria) dla rezydenta, który zobowiąże się do przepracowania w Polsce dwóch lat po zakończeniu specjalizacji, to niewiele w porównaniu z perspektywą 23 tys. zł miesięcznie w Szwecji. We Francji anestezjolodzy zarabiają ponad 5 tys. zł netto za 24-godzinny dyżur, a rocznie nawet 600 tys. zł. Ponadto w Polsce lekarze pracują znacznie dłużej niż pracownicy ochrony zdrowia w krajach zachodnich. Trudno się dziwić w tym kontekście masowej emigracji lekarzy, pielęgniarek czy ratowników medycznych.

Kilka dni temu w siedzibie OPZZ odbyła się debata nad projektami Kodeksu Pracy przygotowanymi przez Komisję Kodyfikacyjną.

W spotkaniu wzięło udział ponad 100 przedstawicieli OPZZ z różnych branż i regionów kraju. Na pytania licznie zgromadzonych uczestników odpowiadali członkowie Komisji Kodyfikacyjnej. Związkowcy wskazali wiele punktów nowego Kodeksu Pracy niekorzystnych dla pracowników, w tym: znaczne wydłużenie czasu trwania umów o pracę na okres próby, znaczne poluzowanie obowiązków dla pracodawcy zatrudniającego nie więcej niż 10 pracowników, możliwość indywidualnych kont wynagrodzeń za godziny nadliczbowe, brak obowiązku konsultacji w razie zamiaru zwolnienia pracownika, znaczące ograniczenie ochrony pracownic w ciąży. Ze względu na antypracownicze rozwiązania zawarte w nowym Kodeksie pracy, OPZZ odniósł się do projektu Kodeksu Pracy negatywnie. Tymczasem rzeczniczka prasowa PiS, Beata Mazurek ogłosiła, że partia rządząca nie poprze propozycji Komisji Kodyfikacyjnej. Zapewniła, że PiS nie pracuje nad żadnymi zmianami w Kodeksie Pracy. Na prace Komisji Kodyfikacyjnej rząd przeznaczył ponad milion złotych. Okazało się, że były to całkowicie zbędne wydatki.

Po pół roku od obniżenia wieku emerytalnego emerytury są coraz niższe. 

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w porównaniu z październikiem, średnie świadczenia kobiet są o 33 zł niższe, a mężczyzn aż o 110 zł. Od 1 października do końca marca wnioski o emeryturę złożyło 433 tys. osób. Niemal 360 tys. Polaków już przyznano emerytury. Ale okazuje się, że z miesiąca na miesiąc kwota przyznawanych świadczeń spada. Wojciech Andrusiewicz, rzecznik ZUS tłumaczy, że wpływ na niższą średnią świadczeń wypłacanych w I kwartale tego roku ma fakt, że tegoroczni wnioskodawcy dysponują nieco mniejszym kapitałem na koncie w ZUS. Jednak według prognoz rządowych w 2018 r., po obniżeniu wieku emerytalnego, średnia emerytura mężczyzn miała wynieść 3115 zł, a kobiet – 1750 zł. Niestety emeryci na razie o takich stawkach mogą jednak tylko marzyć. Przeciętna emerytura mężczyzn w marcu bieżącego roku wyniosła 2673 zł, a kobiet 1610 zł.

Główny Urząd Statystyczny przedstawił wstępne dane o inflacji w marcu bieżącego roku.

 Zgodnie z nimi ceny towarów i usług konsumpcyjnych w stosunku do lutego 2018 roku spadły o 0,1%, a w porównaniu z lutym ubiegłego roku wzrosły o 1,3%. W lutym roczna inflacja wynosiła 1,4%. W skali roku znacznie wzrosły ceny żywności i napojów bezalkoholowych – aż o 3,7%. Ceny nośników energii wzrosły w tym czasie o 1,9%. Wydatki na żywność mają najwyższy udział w kosztach życia osób o najniższych dochodach. Tymczasem płace znacznej części pracowników, w tym setek tysięcy pracowników budżetówki, od lat stoją w miejscu.

Zgodnie z danymi Europejskiego Urzędu Statystycznego 29,6% młodych pracowników w UE (w wieku od 15 do 34 lat) w 2016 roku regularnie pracowało w weekendy. 

Najwyższy odsetek młodych osób pracujących w weekendy był w Grecji – 47,5%, w Holandii – 40,7% i we Włoszech – 40,5%. Najmniej młodych ludzi pracujących w weekendy było na Węgrzech – 11%, w Portugalii – 12,2% i w Polsce – 13%. W tym samym raporcie Eurostat sprawdził, jaki w 2016 roku był odsetek młodych pracowników, których tygodniowy czas pracy w głównym zawodzie przekraczał 49 godzin. W całej UE takich osób jest 7,1%. Najwięcej osób z tak długim czasem pracy było w Grecji – 14,9%, Wielkiej Brytanii – 12,2% oraz w Polsce i na Cyprze – po 10,9%. Najniższy odsetek młodych ludzi długo pracujących był na Litwie – 1,3%, na  Łotwie – 2,1% i w Holandii – 2,3%. Wydaje się, że kluczowy nie jest fakt, czy ludzie pracują w weekendy, ale jak wysoki jest ich tygodniowy i miesięczny wymiar czasu pracy oraz czy za pracę w weekendy otrzymują dodatkowe wynagrodzenia. Polscy pracownicy niestety pracują długo, ciężko i za małe pieniądze. Tak w dni powszednie, jak i w weekendy. Dlatego OPZZ postuluje skrócenie czasu pracy i wypłacanie 2,5 razy wyższych wynagrodzeń za pracę w niedzielę.

Eurostat przedstawił dane na temat bezrobocia w Unii Europejskiej w styczniu bieżącego roku. 

Zgodnie z nimi bezrobocie w Unii Europejskiej spadło z 8,0% w lutym 2017 roku do 7,1% w lutym 2018 roku. W styczniu bieżącego roku stopa bezrobocia wynosiła 7,2%. Najniższe bezrobocie zanotowano w Czechach – 2,4% oraz w Niemczech i na Malcie – 3,5%. Najwyższą stopę bezrobocia odnotowano w Grecji – 20,8% (dane z grudnia ubiegłego roku), w Hiszpanii – 16,1% i we Włoszech – 10,9%. Dane Eurostatu dowodzą, że Unia Europejska wciąż jest bardzo zróżnicowana odnośnie sytuacji na rynku pracy. Dotyczy to tak stopy bezrobocia, jak też wysokości płac czy poziomu PKB. OPZZ popiera zrównoważony rozwój Wspólnoty i zmniejszanie nierówności między państwami wchodzącymi w jej skład.

Kolejne doniesienia o skandalicznych nagrodach dla urzędników wybranych przez obóz rządzący.

Tym razem okazało się, że podporządkowani władzy członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji otrzymali aż 81,7 tys. zł netto premii. Najwięcej dostał szef KRRIT, Witold Kołodziejski, który sam przyznał sobie nagrodę w wysokości 24 tys. zł, co stanowi dwukrotność jego pensji. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji to organ państwowy. Według Konstytucji ma stać na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Jaki był powód przyznania ubiegłorocznych nagród? KRRiT nie podaje uzasadnienia, dlaczego jej członkowie otrzymali tak wysokie premie. PiS obiecywał w kampanii wyborczej troskę o dobro publiczne i zniszczenie układów, a sam zbudował układ, który w wielu instytucjach przyznaje sobie olbrzymie nagrody i przywileje.

Piotr Szumlewicz