Trwa dyskusja na temat wysokości przyszłorocznej płacy minimalnej. 

Zgodnie z ustawą wzrost płacy minimalnej powinien wynosić co najmniej 117 zł brutto. Naszym zdaniem podwyżka minimalnego wynagrodzenia powinna być o wiele wyższa. Od wielu lat powtarzamy, że płaca minimalna powinna wynosić co najmniej 50% średniego wynagrodzenia. Dlatego OPZZ wysunął propozycję, aby w przyszłym roku płaca minimalna wzrosła o 283 zł i była ustanowiona na poziomie 2383 zł. Przy rosnących cenach i kosztach życia to i tak wciąż bardzo niska pensja. Polska potrzebuje wyższych płac! Będziemy walczyć o podwyższenie płacy minimalnej i dbać o to, aby żaden pracodawca nie płacił poniżej minimalnych stawek!

Główny Urząd Statystyczny przedstawił dane dotyczące stopy bezrobocia rejestrowanego w kwietniu 2018 r.

Wynika z nich, że pod koniec kwietnia stopa bezrobocia wyniosła 6,3% i w porównaniu do kwietnia 2017 r. spadła o 1,3 pkt. proc. W urzędach pracy na koniec kwietnia zarejestrowanych było 1042,5 tys. bezrobotnych, czyli o 210,2 tys. mniej niż rok wcześniej i o 49,6 tys. mniej osób niż miesiąc wcześniej. Mimo optymistycznych danych, polski rynek pracy wciąż jest bardzo zróżnicowany i występuje na nim wiele patologii. GUS zwraca uwagę, że w kwietniu bez prawa do zasiłku było aż 85,2% bezrobotnych. Ponadto wciąż w wielu regionach stopa bezrobocia przekracza 15%. W powiecie szydłowieckim (woj. mazowieckie) wynosi 24,7%, braniewskim (woj. warmińsko-mazurskie) – 21,0%, łobeskim (woj. zachodniopomorskie) – 20,6%, bartoszyckim (woj. warmińsko-mazurskie) – 19,2%. Tymczasem w Poznaniu stopa bezrobocia wynosi zaledwie 1,4%. Rynek pracy jest więc bardzo zróżnicowany regionalnie, a ponadto miliony pracowników wciąż mają niskopłatne i niestabilne zatrudnienie.

W 2017 r. przeciętny dochód na jednego Polaka wyniósł 1598 zł miesięcznie, czyli o 123 zł więcej niż rok wcześniej, a przeciętne wydatki 1176 zł. Różnica między dochodami i wydatkami wyniosła średnio 422 zł wobec 343 zł rok wcześniej.

Te ogólne wskaźniki nie oddają całej prawdy o warunkach życia w Polsce. Okazuje się bowiem, że w zaledwie 1% gospodarstw domowych przeciętny dochód na osobę przekroczył 6 tys. zł, w 2,5% wyniósł 4-6 tys. zł, a w co czwartym zamknął się w przedziale 2-4 tys. zł. Zdecydowana większość Polaków musiała się zadowolić znacznie skromniejszymi dochodami. Ponad 70% gospodarstw domowych dysponowało przeciętnym dochodem rozporządzalnym na osobę wynoszącym poniżej 2000 zł. GUS wskazał też, że dochody Polaków bardzo różnią się w zależności od miejsca zamieszkania. Najwyższe są na Mazowszu – 1912 zł na osobę, czyli prawie o jedna czwartą więcej niż średnia krajowa. Najniższe na Podkarpaciu – 1254 zł, czyli o ponad jedną czwartą poniżej średniej.

Wchodzi nowa ustawa o Specjalnych Strefach Ekonomicznych. 

Zgodnie z nowymi rozwiązaniami firmy będą mogły korzystać ze zwolnień podatkowych w całym kraju. Od wielu miesięcy poziom inwestycji w Polsce jest stosunkowo niski, stąd trudno się dziwić, że rząd zastanawia się, jak przyspieszyć ich dynamikę. Nie ma jednak jednoznacznych dowodów na korelację między wysokim poziomem inwestycji i niskimi podatkami. W UE kraje o najniższych podatkach wcale nie mają wysokiego poziomu inwestycji. Ponadto już teraz w stosunku do PKB podatki dochodowe w Polsce należą do najniższych w UE, a rozpowszechnienie SSE może skutkować dalszym spadkiem wpływów budżetowych. Specjalne strefy istnieją w niewielu krajach na świecie, w tym tak egzotycznych jak Korea Północna czy Białoruś. Kraje rozwinięte dążą raczej do uniwersalnych rozwiązań w systemie podatkowym, które nie uprzywilejowują żadnych podmiotów gospodarczych. W ustawie mówi się o jakości miejsc pracy i SSE mają wspierać zatrudnienie etatowe. To oczywiście dobry sygnał, choć zatrudnienie etatowe powinno być standardem, a nie wyjątkową praktyką, za którą pracodawca miałby być dodatkowo nagradzany. Może też budzić wątpliwości zróżnicowanie ulg podatkowych w zależności od wielkości firmy czy regionu, gdzie dana firma inwestuje. Zamiast selektywnych ulg lepiej zwiększyć inwestycje publiczne w biedniejszych regionach, w tym np. w rozwój infrastruktury kolejowej, szkolnictwa wyższego, placówek zdrowotnych itd. Dotychczasowe skutki funkcjonowania SSE nie są jednoznaczne. Są przykłady stref, w których obniżyła się jakość zatrudnienia i powstały niskopłatne, śmieciowe miejsca pracy, w innych SSE pomogły w lokalnym rozwoju i poprawiły sytuację pracujących.

Coraz bardziej groteskowe i zarazem antyzwiązkowe działania prezesa PLL LOT, Rafała Milczarskiego, który podejmuje kolejne wrogie działania wobec związków zawodowych. 

Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, została posądzona o… terroryzm, a pracodawca zwrócił się do jej związku z wnioskiem o zwolnienie dyscyplinarne. To kolejne agresywne działania, mające na celu zastraszenie związkowców i zamknięcie im ust. Tymczasem personel lotniczy obciążany jest coraz większą liczbą obowiązków, których nie powinny wykonywać stewardessy czy kapitanowie. Związkowcy PLL LOT od wielu tygodni protestują przeciwko umowom śmieciowym w branży i oszczędnościom dokonywanym kosztem bezpieczeństwa pasażerów. Zamiast atakować związkowców zarząd LOT-u powinien dbać o komfort pracy w transporcie lotniczym i bezpieczeństwo pasażerów! Jeżeli zależy nam, aby w Polsce ludzie nie ginęli w wypadkach przy pracy, aby mieli stabilną, etatową pracę i abyśmy mieli dostęp do wysokiej jakości, bezpiecznych usług publicznych, to powinniśmy wspierać protestujących pracowników PLL LOT.

Polska niestety wciąż w czołówce niestabilnego zatrudnienia.

Eurostat przedstawił dane dotyczące odsetka pracowników zatrudnionych na czas określony w Unii Europejskiej. W ubiegłym roku w UE zatrudnionych na umowach okresowych było 14,3% pracowników. Najwięcej umów terminowych było w Hiszpanii – 26,8%, w Polsce – 26,1%, w Portugalii – 22,0% i w Holandii – 21,5%, a najmniej w Rumunii – 1,2%, na Litwie – 1,7%, na Łotwie – 3,0% i w Estonii – 3,1%. Z danych Eurostatu wynika, że w podziale na grupy wiekowe najczęściej na umowy terminowe były zatrudniane osoby w wieku 15-24 lat – aż 43,9%. Z osób w wieku 25-54 w ten sposób pracuje 12,2%, a w wieku 55-64% – 6,7%. W Polsce wśród najmłodszych odsetek umów tymczasowych wyniósł aż 68,2%, w grupie 25-54 – 23,6%, a wśród najstarszych 16,8%. Okazuje się więc, że wbrew retoryce środowisk liberalnych polski rynek pracy jest bardzo elastyczny i wysoki odsetek pracujących nie ma stabilnego zatrudnienia.

Polscy pracownicy należą do najbardziej zestresowanych w Europie.

Z badania firmy ADP, które objęło ponad 9,9 tys. osób w ośmiu krajach (Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Hiszpania, Szwajcaria i Wielka Brytania),  wynika, że najwyższy poziom stresu jest właśnie w naszym kraju. Najbardziej stresujące w Polsce branże to usługi finansowe, handel, gastronomia i służba zdrowia. Co czwarty pracownik kilka razy w tygodniu doświadcza stresu, a co szósty odczuwa go każdego dnia w pracy. Dla trzech na dziesięciu badanych jest to na tyle duży problem, że rozważają zmianę pracy. Stres przyczynia się do niższej wydajności pracy i częstszych chorób. W efekcie tracą wszyscy – pracownicy, pracodawcy i państwo. Niestety partnerskie stosunki w pracy należą w Polsce do rzadkości.

Zgodnie z badaniem „Migracje Zarobkowe Polaków” 11,8% Polaków rozważa zagraniczny wyjazd zarobkowy.

Pula osób, które zdecydowanie lub raczej myślą o emigracji, to 8% całej dorosłej populacji Polski, czyli niemal 2,6 mln osób. Szczególnie niepokoi wzrost o 4 punkty proc. odsetka wskazań wśród osób planujących wyjazd na stałe. Brak powrotu do kraju zakłada obecnie 24% osób, które myślą o wyjeździe. Co równie istotne, 1/3 badanych, bez względu na planowaną długość wyjazdu, planuje zabrać ze sobą rodzinę, która do tej pory stanowiła największą barierę migracyjną. W przypadku wyjazdów na stałe ten odsetek sięga już 40% wskazań. Pomimo dość szybkiej dynamiki wzrostu gospodarczego, Polska wciąż nie jest krajem oferującym godne warunki życia. Głównym i niezmiennym powodem, który skłania Polaków do emigracji, są wyższe niż w naszym kraju zarobki. Przeszło 8 na 10 badanych rozważających podjęcie pracy poza Polską wskazuje na różnice płacowe. Drugim, najważniejszym czynnikiem dla badanych jest wyższy standard życia (36%), a na trzecim miejscu pojawiły się czynniki związane z polityką socjalną (29%). 

Piotr Szumlewicz

(fot. pixabay.com)