We wtorek 20 lipca „Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst wiceprzewodniczącego OPZZ Piotra Ostrowskiego, poświęcony zamrożeniu płac w sferze budżetowej. Dziś publikujemy go na naszej stronie, w całości i bez redakcji gazety.

Ogłoszone niedawno przez rząd plany zamrożenia płac w państwowej sferze budżetowej w 2022 r. dla ponad pół miliona pracowników to spore zaskoczenie. Związki zawodowe – w tym OPZZ – protestują i grożą jesiennymi strajkami. Tymczasem istnieje szereg argumentów za zwiększaniem płac w państwowej sferze budżetowej. Warto przywołać te najbardziej istotne.

Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący OPZZ

Rozwijająca się gospodarka potrzebuje sprawnych i dobrze finansowanych usług publicznych. Powszechna publiczna ochrona zdrowia, dobrze funkcjonująca edukacja, pomocna i przyjazna administracja, sprawne sądy, dobrze zorganizowana policja i straż pożarna mają kluczowe znaczenie nie tylko w kontekście prowadzenia biznesu. W krajach, gdzie usługi publiczne są na wysokim poziomie, po prostu żyje się lepiej. Związki zawodowe powtarzają to od lat.

Cieszy, że dostrzegą to także polscy przedsiębiorcy - same organizacje pracodawców postulują wzrost płac w państwowej sferze budżetowej na 2022 r. Rozumieją, że nawet najlepiej prowadzona działalność gospodarcza bez sprawnego otoczenia będzie funkcjonować na jałowym biegu.

Dobra sytuacja gospodarcza

Zamrożenie płac w sferze budżetowej byłoby do pewnego stopnia zrozumiałe w sytuacji kryzysu gospodarczego, zagrożenia zmniejszenia dochodów państwa lub dużej niepewności co do przyszłości rynku pracy. Na tle innych krajów europejskich stan polskiej gospodarki po trzech falach pandemii COVID-19 jest jednak relatywnie dobry, a na pewno lepszy niż prognozy na 2021 r., które ukazywały się w kwietniu i maju zeszłego roku.

Gospodarka, a szczególnie produkcja przemysłowa, rozpędza się, a w wraz z nią rosną płace. Wszystko wskazuje na to, że na koniec obecnego roku zanotujemy solidny wzrost PKB, a przyszłym roku ma być jeszcze lepiej. Sprzyja temu przede wszystkim polityka europejska, w tym odejście od sztywnych reguł Paktu Stabilności i Wzrostu.


W obecnej sytuacji nie ma więc żadnych powodów do wyjątkowej ostrożności, jeśli chodzi o wzrost płac. Wręcz przeciwnie: blokowanie ich wzrostu może mieć efekt odwrotny od zamierzonego.

Pamiętajmy także, że w ramach tarcz antykryzysowych wpompowano do gospodarki – głównie w formie pomocy dla przedsiębiorców – ok. 225 mld zł. Czy w obliczu tak gigantycznej pomocy moralnie uzasadnione jest oszczędzanie na pracownikach? A pamiętajmy, że rząd planuje pozbawić podwyżek m.in. pracowników Państwowej Inspekcji Sanitarnej, którzy często z narażeniem własnego życia przez długie miesiące walczyli ze skutkami pandemii. Czy naprawdę chcemy im podziękować w ten sposób?

Sen z powiek wielu ekspertom w ostatnim czasie spędza relatywnie wysoka inflacja. To właśnie w jej kontekście rekomendują powściągliwość w tempie zwiększania płac. Czy to jednak na pewno dobry pomysł?

Zdaniem NBP na poziom inflacji mają wpływ czynniki niezwiązane z polityką monetarną państwa, a wzrost płac nie stanowi obecnie elementu determinującego w sposób kluczowy poziomu inflacji. Poziom wynagrodzeń ma za to decydujący wpływ na warunki bytowe pracowników. Jeśli głównym motorem napędowym inflacji są ceny energii, to zamrożenie płac spowodować może pogłębienie się zjawiska ubóstwa energetycznego.

Pracowników będzie brakować

Brak troski o wynagrodzenia pracowników państwowej sfery budżetowej będzie oznaczał dużą rotację kadr i przechodzenie pracowników budżetówki do sektora prywatnego. Zadziała tu po prostu czysty mechanizm rynkowy, tym silniejszy, im większe będą różnice pomiędzy wynagrodzeniami w sferze publicznej i sferze prywatnej. Zamrożenie płac tylko ten proces spotęguje.


Wyjątkowo destrukcyjne może być odchodzenie z pracy najbardziej kompetentnych urzędników, o najwyższych kompetencjach i umiejętnościach.

To niezwykle istotne w kontekście wyzwań demograficznych, przed którymi stoi obecnie polski rynek pracy. Już teraz wiele instytucji publicznych powinno pilnie zatrudnić nowych pracowników, aby zachować podstawową zdolność operacyjną. Jak ma skusić do pracy potencjalnych kandydatów, gdy kierownicy tracą najistotniejszy czynnik motywacyjny – wynagrodzenia? Jak zachęcić do pracy kogoś, kto wie, że nie dostanie podwyżki? Warto też pamiętać, że w budżetówce – w przeciwieństwie do sektora prywatnego – raczej nie da się wypełnić wakatów migracją zarobkową.

Jest to szczególnie ważne w kontekście najbliższych lat i długiego procesu odbudowywania się po pandemii koronawirusa. Stworzony w tym celu unijny Fundusz Odbudowy i Zwiększenia Odporności (NextGenrationEU) za pośrednictwem Krajowego Planu Odbudowy pozwoli szybciej stanąć na nogi polskiej gospodarce i przygotować ją na nieoczekiwane kryzysy w przyszłości. Dodatkowo niedługo trafią do nas środki unijne w ramach wieloletnich ram finansowych na lata 2021-2027.

W sumie do Polski w najbliższych latach ma trafić rekordowe 770 mld zł, przynależnych nam z racji członkostwa w Unii Europejskiej. Aby sprawnie zarządzać tymi środkami i wydać je w odpowiedni sposób potrzebujemy jednak profesjonalnej kadry urzędników. Czy będziemy w stanie podnieść ich kwalifikacje oraz utrzymać czy nawet powiększyć ich liczebność, gdy zafundujemy im spadek realnych płac? Jeśli nie pomyślimy o tym już teraz, możemy być pewni, że unijne środki z Funduszu Odbudowy zostaną zmarnowane.

Płace to nie wszystko

Zamrożenie płac w państwowej sferze budżetowej to zdecydowanie zły pomysł, z którego rząd jak najszybciej powinien się wycofać.

Płace w sferze budżetowej to jednak nie wszystko. Pracownicy tego sektora oczekują lepszych warunków i lepszej organizacji pracy oraz lepszego zarządzania przez kadrę kierowniczą, m.in. skończenia z „zarzadzaniem przez stres”, zdecydowanej walki z mobbingiem i przeciążaniem pracą. Państwo powinno być w tych sprawach wzorem do naśladowania dla sektora prywatnego.