„Nie pozwolimy demontować państwa socjalnego i wydłużać czasu pracy kosztem pracowników” — mówiła ponownie wybrana aż 96% głosów delegatów przewodnicząca Niemieckiej Konfederacji Związków Zawodowych, DGB, Yasmin Fahimi podczas 23. kongresu w Berlinie.

Fahimi po wyborze na kolejną kadencję podkreślała, że „silna gospodarka potrzebuje silnych związków zawodowych” oraz że rewolucja AI czy piętrzące się kryzysy nie mogą być pretekstem do odbierania ludziom praw pracowniczych i pogarszania warunków pracy.

Największe emocje wywołało wystąpienie kanclerza Friedrich Merz, który przekonywał, że „z samym work-life balance i czterodniowym tygodniem pracy nie utrzymamy dobrobytu tego kraju”, a Niemcy „muszą znowu więcej pracować”. Delegaci DGB przyjęli te słowa z wyraźną dezaprobatą — bo pracownicy doskonale wiedzą, że konkurencyjności gospodarki nie buduje się wyłącznie coraz cięższą pracą ludzi.

Ministra pracy Bärbel Bas przypominała natomiast, że „silne związki zawodowe są filarem sprawiedliwego rynku pracy”, a transformacja musi odbywać się razem z pracownikami, a nie ponad ich głowami.

Kongres odwiedził również wicekanclerz, minister finansów i współprzewodniczący Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) Lars Klingbeil.