Rząd zaproponował, aby od 1 stycznia 2027 r. minimalne wynagrodzenie za pracę wyniosło 4950 zł brutto. Oznacza to wzrost o 144 zł w stosunku do obowiązującej w 2026 r. kwoty 4806 zł, czyli zaledwie o 3 proc. Jednocześnie organizacje pracodawców i związki zawodowe przedstawiły odmienne propozycje, które – co zupełnie naturalne – wynikają z różnej oceny sytuacji gospodarczej oraz odmiennych interesów.
Norbert Kusiak, dyrektor Wydziału Polityki Gospodarczej OPZZ
Wszystko wskazuje na to, że po raz kolejny dialog społeczny w sprawie płacy minimalnej nie będzie mechanizmem współdecydowania, lecz jedynie wypełnieniem ustawowego obowiązku ciążącego na Radzie Ministrów.
Niepokój OPZZ budzi nie tylko sama propozycja wzrostu płacy minimalnej, ale także sposób jej uzasadniania. Rząd opiera swoją propozycję na podwyżce zbliżonej do prognozowanej inflacji (2,5%), sprowadzając problem wynagrodzenia minimalnego do jednego wskaźnika makroekonomicznego. Tymczasem rzeczywistość społeczna jest bardziej złożona. W praktyce, propozycja rządu oznacza podwyżkę „na rękę” rzędu zaledwie około 98 zł, co w żaden sposób nie nadąża za realnymi kosztami życia. Rachunki za energię, mieszkanie i podstawowe usługi rosną znacznie szybciej, przez co taka podwyżka nie poprawi sytuacji pracowników, lecz jedynie pogłębi ich trudne warunki bytowe.
Najnowsze dane GUS pokazują, że sytuacja materialna wielu gospodarstw domowych pozostaje bardzo trudna. Najbiedniejsze 20 proc. gospodarstw domowych wydaje przeciętnie 118 proc. swoich dochodów rozporządzalnych. Oznacza to, że aby związać koniec z końcem, muszą sięgać po oszczędności, zaciągać pożyczki albo zadłużać się u rodziny czy znajomych. Trudno o bardziej dobitny dowód na to, że znaczna część społeczeństwa nie korzysta z owoców wzrostu gospodarczego.
Jednocześnie rosną nierówności społeczne. Współczynnik Giniego wzrósł w 2025 r. do poziomu 0,307 z 0,300 rok wcześniej. Sam GUS stwierdza wprost, że nastąpił wzrost nierówności dochodowych. Najbogatsze 20 proc. społeczeństwa osiąga przeciętny dochód rozporządzalny na poziomie 6910 zł na osobę miesięcznie. To aż 5,8 razy więcej niż w przypadku najuboższych 20 proc. obywateli. Jeszcze rok wcześniej relacja ta wynosiła 5,3.
Rosną również koszty podstawowych potrzeb życiowych. Wydatki związane z utrzymaniem mieszkania i nośnikami energii pochłaniają już 20 proc. wszystkich wydatków gospodarstw domowych. Żywność stanowi kolejne 25 proc. budżetu. Oznacza to, że niemal połowa wydatków przeciętnego gospodarstwa przeznaczana jest na zaspokojenie najbardziej elementarnych potrzeb.
GUS odnotowuje ponadto spadek spożycia wielu podstawowych produktów żywnościowych. Spożycie cukru spadło o 14,5 proc., tłuszczów roślinnych o 4,8 proc., a pieczywa o 2,3 proc. I nie jest to efekt większej dbałości o zdrowie. To efekt zaciskania pasa. Najuboższe gospodarstwa ograniczają zakupy mięsa, warzyw, owoców czy produktów mlecznych dlatego, że ich na to nie stać.
Dlatego OPZZ postuluje, aby minimalne wynagrodzenie za pracę w 2027 r. wyniosło co najmniej 5200 zł brutto. Oznaczałoby to wzrost o około 8,2 proc., czyli o 394 zł (270 zł netto). Co istotne, nie jest to stanowisko tylko OPZZ. To wspólny postulat trzech central związkowych, oparty na przekonaniu, że płaca minimalna musi nadążać nie tylko za inflacją, lecz przede wszystkim za rzeczywistymi kosztami życia oraz wzrostem wynagrodzeń w gospodarce.
OPZZ nie zgadza się oparcie prognozowanego wzrostu płacy minimalne na wskaźniku zbliżonym do inflacji jako jedynego punktu odniesienia przy ustalaniu minimalnego wynagrodzenia. Znacznie bardziej adekwatnym wskaźnikiem wydaje się prognozowana dynamika przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, wynosząca około 5,6 proc. To ona lepiej odzwierciedla procesy zachodzące na rynku pracy.
Przyjęcie rządowej propozycji oznaczałoby ponadto spadek relacji płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia z 50,9 proc. obecnie do 49,6 proc. w 2027 r., czyli o 1,3 punktu procentowego. Byłby to wyraźny sygnał, że osoby otrzymujące płacę minimalną mają byćwykluczone z udziału w efektach wzrostu gospodarczego.
Oczywiście, jak zawsze w takich sytuacjach, pojawiają się głosy ostrzegające przed katastrofą gospodarczą. Część organizacji pracodawców tradycyjnie straszy opinię publiczną, że każda podwyżka płacy minimalnej doprowadzi do katastrofy i masowych zwolnień oraz upadku przedsiębiorstw. Problem polega na tym, że podobne prognozy słyszeliśmy już nie raz, przy każdej wcześniejszej podwyżce płacy minimalnej. Tymczasem polska gospodarka nie tylko nadal się rozwija, ale należy dziś do grona największych gospodarek świata.
Co więcej, dane ekonomiczne nie potwierdzają czarnych scenariuszy pracodawców.
Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, w 2025 r. wynik finansowy netto przedsiębiorstw wzrósł o 13,5 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Jeszcze większy wzrost odnotował sektor bankowy. Zysk netto banków zwiększył się o 22,2 proc. Oznacza to, że część gospodarki korzysta z dobrej koniunktury, dlatego trudno uznać, że przedsiębiorstw nie stać na wyższy wzrost płac.
GUS wskazuje ponadto, że sytuacja finansowa przedsiębiorstw w I kwartale 2026 r. pozostawała dobra. Rentowność wzrosła do blisko 4 proc., a nakłady inwestycyjne zwiększyły się o około 9 proc. Firmy inwestują, rozwijają się i planują przyszłość. Dane te nie przypomina obrazu gospodarki stojącej nad przepaścią.
Jeżeli przedsiębiorstwa zwiększają przychody, poprawiają rentowność i zwiększają inwestycje, trudno uznać, że postulowany przez OPZZ wzrost płacy minimalnej stanowi zagrożenie dla ich stabilności.
Najważniejsze jest jednak to, że wzrost wynagrodzeń może również skłaniać przedsiębiorstwa do poszukiwania przewag konkurencyjnych opartych na produktywności i innowacyjności, a nie na niskich kosztach pracy. Polska nie może bez końca konkurować tanią siłą roboczą. Ten model rozwojowy wyczerpał swoje możliwości.
Propozycja płacy minimalnej na poziomie 5200 zł brutto nie jest więc postulatem oderwanym od realiów gospodarczych. Jest próbą znalezienia równowagi między potrzebami pracowników a możliwościami gospodarki. Jest wyrazem przekonania OPZZ, że rozwój kraju powinien przekładać się na poprawę jakości życia obywateli, a nie wyłącznie na wzrost zysków firm.
(nq)


